piątek, 16 sierpnia 2013

WOT, KW-1S, KW-1, weak spot, gdzie strzelać

Dla namiętnych graczy w World of Tanks dla KW-1s i KW-1 mam drobną podpowiedź. To jest słaby punkt tego czołgu, weak spot w języku Szekspira.


Poniżej wieży zarówno w KW-1s jak i w KW-1 jest fragment bardzo wrażliwego pancerza, który nie ma skosu. Trafić w niego jest bardzo prosto, a dodatkowo KW mają tam karabin maszynowy. Praktycznie wszystkie działa z bliższych dystansów trafią w ten słaby punkt Klementów Woroszyłowów. Dzięki temu strach przed w World of Tanks KW-1 znika. A więc powodzenia w 4 tierze w walce z tymi gigantami. Nie ma się czego bać :)

niedziela, 14 lipca 2013

Jack London "Martin Eden" - recenzja książki

Postanowiłem napisać recenzje książki, która kiedyś była dla mnie bardzo ważna, ale z perspektywy czasu spoglądam na nią trochę inaczej. Pierwszy raz przeczytałem ja na studiach, potem jeszcze kilkakrotnie ponieważ utożsamiałem się z głównym bohaterem. To ciekawa postać, taki literacki tytan osiągający wszystko, co zamierzył, ale tez postać tragiczna, bo cel jaki obrał na końcu okazuje się być głupi. Nie będę streszczał fabuły, kto jeszcze nie czytał niech to zrobi, bo warto. Kto już czytał zna fabułę.

A zatem czy Martin Eden to książka genialna? Odpowiedź brzmi - nie. Martin Eden bez wątpienia jest książką bardzo dobrą, ale rzutuje mocno na nią osobowość autora, która zwyczajnie zepsuła tę powieść. Polecam zwłaszcza porównanie jej z kilkoma podobnymi książkami Londona, takimi jak "Bellew Kurzawa", "Księżycowa dolina" czy "Maleńka pani wielkiego domu". Odbija się w nich bardzo podobny i niesamowicie uproszczony wizerunek życia ludzkiego. Można by powiedzieć, że London widział ludzi jako stado pluskiew pośród którego od czasu do czasu rodzi się orzeł. Ten orzeł wybiera kierunek, idzie w tym kierunku i osiąga wszystko, co sobie zaplanował. Chce założyć farmę i zbudować olbrzymie stado bydła? No problem. Kupuje byka, daje mu jeść, płodzi z niego potomstwo i sukces zapewniony. Nie ma spadków cen na rynku, byki mu nie umierają bez powodu, trawy nie brakuje bo nie ma deszczu. Słowem - nie udaje ci się bo nie robisz. Wyobrażenie Londona na temat życia pochodzi chyba z książek, bo patrząc na jego życiorys muszę powiedzieć, że albo ślizgał się po rożnych zawodach nigdy żadnego nie pojmując dogłębnie, albo po prostu odnosił szereg porażek, a książki miały mu rekompensować je, jako wymyślone pasmo sukcesów.

I taki właśnie jest Martin Eden. Już, już ma pójść z torbami, gdy nagle cud się dzieje i zyskuje sławę i pieniądze. Bieda opisana jest tam tak dokładnie, że trudno nie uwierzyć, że ją poznał. Ale nawet przez moment jego bohater nie popada od takiej biedy, nędzy i głodu w depresje. Jest więc albo supermenem albo ma coś nie tak z głową. Dawniej tego nie widziałem, ale dziś już rozumiem. Martin Eden nie istniał i nie może istnieć. Przeżywając takie odmiany popełniłby samobójstwo już  połowie powieści. Tymczasem tak się nie dzieje. Dlaczego?

Marks, Spencer, Darwin, Nietzsche, Hegel, Bławatska. Oto odpowiedź. Życie Edena to po prostu odzwierciedlenie tez tych bieda filozofów. London czytał to wszystko moim zdaniem i chciał wcielać w życie. Ale socjalizm i ewolucjonizm ma tyle wspólnego z życiem człowieka, co ja z Martinem Edenem. To stek bzdur. XIX wieczne wymysły ludzi, który patrzyli na rzeczywistość bardzo wąsko i chcieli ją wytłumaczyć prostym prawem. Dlatego też i zakończenie jest takie ciekawe. W całej książce nie pojawia się słowo Bóg i nagle na zakończenie:

Z ziemi, gdzie ufność i strach podły
Z miłością życia, zbyt nam drogą,
Rządzą – dziękczynne ślemy modły
Bogom, co gdzieś tam istnieć mogą,
Za to, że życie nie trwa wieki,
Że nikt nie wraca z mgieł dalekiej
Krainy śmierci, a nurt rzeki
Zawsze na morza spocznie progu.

Nie Bogu tylko bogom dziękuje, bo przecież socjalizm zaprzeczył istnieniu Boga, a odwoływał się do monizmu materialistycznego, który jest tam wspomniany. No i ta wizja życia, które jest do odrzucenia, bo... czegoś w nim brakuje. Wszystko bowiem, co robił Eden to bzdura. Nawet samobójstwa przechodzi jakoś bez echa. Ot wskoczył do wody i już. Nic nie ma. Człowiek to tylko małż. Myślący małż, kopulujący i rozmarzający się bez celu. Nie ma reguł, zasad, nie ma dobra i zła. Jest tylko pustka i z tą właśnie pustką borykał się bohater tej powieści, choć nawet tego nie widział aż do końca.

Smutna książka, bo i filozofowie, którzy ją napisali, mieli wypaczone poglądy. London im wierzył i pogrążył się razem ze swoim bohaterem w morzu. Rest in peace, głupcze.

piątek, 12 lipca 2013

Fotografować róże nocą...

...trzeba. Bo nocą tło jest ciemne i róża zawsze gra pierwsze skrzypce.



Czasem fajnie wyjdzie. Światło pochodziło z okna i padało mniej więcej z godziny czwartej. Aparat musiał 15 sekund naświetlać, dlatego postawiłem go na aluminiowej drabinie, która służyła za statyw :) Na tle widać pomarańczowe światło latarni ulicznej prześwietlającej mój ogród. ISO 100, przesłona 2.8 naświetlanie 15 sekund, stary Olympus SP500uz.

środa, 10 lipca 2013

VK3601h lub jak kto woli VK 36.01h - WOT

Gram ostatnio w World of Tanks. No może nie ostatnio bo gram w WOT już prawie rok. Różnie mi to wychodzi. Czasem jakimś czołgiem mi nie idzie, czasem idzie bardzo dobrze. Ale moim ulubionym czołgiem jest poprzednik niemieckiego Tiger I - VK 36.01H lub VK 3601H (bo dawniej trochę inaczej go oznaczano). Dlaczego to jest mój ulubiony czołg i jak nim grać?


Czołg to pancerz i armata. Standardowe bitwy z II Wojny Światowej to nie były walki manewrowe ale ostrzał prowadzony raczej na dystansach. Czołg stał nieruchomo, celował, strzelał a potem ruszał, przejechał trochę, znowu stawał, celował i strzelał i tak w kółko. Dlatego właśnie w tych czasach nie decydowano się na produkowanie małych czołgów, które były szybkie lecz z mocnym działem. Taki czołg zwyczajnie by na dystansie powyżej 100 metrów podczas ruchu prawie nie trafiał. Natomiast sam w ruchu byłby dobrym celem dla dział przeciwpancernych i przez to przeżywalność takich czołgów na polu bitwy byłaby zerowa. Jednak World Of Tanks to nie tamta wojna. Wtedy nie walczyły T34, ELC AMX, czy VK 3001h. Nikt nie wypuszczał na pola bitew wielu czołgów takich jak właśnie VK3601H, bo ich nie produkowano. Ten czołg był prototypem tylko, w tamtym czasie nieużywanym, co jednak nie przeszkadza mi nazwać go jednym z najlepszych czołgów VI tieru w WOT. Dlaczego?

Ponieważ ma pancerz przedni 100 milimetrów, a działo 88 mm z Tygrysa potrafi poharatać niejeden T34-85 czy T1Heavy. Spokojnie też można się mierzyć z KW1 czy KW-1s (które to czołgi są moim zdaniem słabszymi przeciwnikami dla VK). Hp co prawda nie rzuca na kolana, ale każdy kto grał VK wie, jak ładnie potrafią od jego przedniego pancerza rykoszetować pociski. Dziesięć, czy piętnaście rykoszetów to naprawdę nic specjalnego.

Ustawianie się tym czołgiem jest proste. Stoimy przodem do wroga odchyleni od niego nie więcej niż 10-20 stopni. Dobrze jest schować brzuszek, ale to rada dla każdego czołgu. Nie polecam walki w zwarciu. VK3601H wytrzymuje ją, ale prawdziwe pazury pokazuje z ponad 100 metrów. Od niego rykoszetują pociski, a sam VK z dobrą załogą trafia prawie zawsze, penetrując i co najważniejsze - trafiając celnie. Ja sobie do niego dokupiłem lunetę i po prostu się ustawiam nieruchomo. Przy takim oczekiwaniu, jeśli masz dobry punkt obserwacyjny to zawsze kogoś ukąsisz zanim do ciebie się zbliży. A głupsi zatrzymają się od ciebie z 200 metrów i będą strzelać. A oto nam przecież chodzi :)

Zatem do dzieła. Zabawa tym czołgiem jest naprawę przyjemna, gdy nie robisz nic głupiego. Nasz 3601 pokazuje w tej grze pazurki i gra się nim bardzo przyjemnie. Pamiętajcie tylko że bokiem się nie strzela.

Czekam teraz na polskie drzewko technologiczne. Ja to widzę tak: Renault-TKS--TP7-TP10-TP11-TP20-TP25-BUGI

niedziela, 7 lipca 2013

Jak fotografować drzewa.

Jak fotografować drzewa? Nie wiem naturalnie :) Nie jestem fotografem, nie potrafię robić cudnych zdjęć ani tez nie mam dobrego sprzętu. Mój Olympus SP-500UZ to antyk, matryca mu się już przepala i robi coraz gorsze zdjęcia. Więc poszukiwanie poradnika, rady, opinii, odpowiedzi na pytanie czy samouczka u mnie, na moim blogu nic Wam nie da. Google pewnie od czasu do czasu tu kogoś skieruje, co dla niego będzie stratą czasu, podobnie zresztą jak przynajmniej połowa moich wyszukiwań w stylu- "Jak robić zdjęcia xxx", "Jak fotografować xxx", ale... nie ma żadnego ale. Po prostu robię zdjęci i większość mi nie wychodzi. A jak wychodzi to tak obrobię na GIMPem, że mi się podoba, innym nie. Tylko co z tego?

Można z oddali pod słońce albo od dołu bez słońca...


poniedziałek, 10 czerwca 2013

Wykop kontra Strims

Podkusiło mnie żeby sprawdzić, jak w praktyce konkurent Wykopu portal Strims, podbije mi wejścia na blog. O konkurencji dowiedziałem się przy okazji afery zbożowej, gdy ludzie krzyczeli - odchodzę na Strims.pl Postanowiłem więc wrzucić na Strims któryś z artykułów z tego bloga i zobaczy na statystyki wejść. Padło na http://heikum.blogspot.com/2013/01/7tp-9tp-i-kolejne-polskie-czogi-tej.html

Wrzuciłem to z takim samym opisem i oto efekty.

1. Artykuł na Wykopie był gdzieś w styczniu. Dostał 63 kopy, nie wszedł na główną, ale w tych dniach miałem około 600 wejść i ciągle Wykop generował pojedyncze wejścia w kolejnych dniach. Tak to wyglądało w screenach


Jak widać jest już 3 pierwsze wejścia ze Strims.pl Wykop.wygenerował 15 wejść przez miesiąc z poczekalni, z tematu, który nie wszedł na główną. To flf, to jakaś spamująca mnie stronka na którą wchodząc wrzuca mnie w porno. 

2. teraz ciekawostka


Strzałka zaznaczyłem liczbę wejść do tego linka. Na poczekalni jest 1300, na blogu miałem 863, więc około pół tysiąca osób nie kliknęło w link, przeczytało opis i nie zainteresowało się tym co w nim jest. Licząc też tylko dzień w poczekalni,  na 600 osób(wtedy tyle było wejść), które w tych dniach weszło na ten artykuł, co dziesiąta dawała mi kopa.


3. Efekt Strims.pl był malutki. Ani razu w godzinę nie było więcej wejść niż 10.

Tutaj jest 35 wejść ze Strims, a podrosło w trzy dni o około 50. Czasem te statystyki się gubią, co nie zmienia faktu - Strims.pl nie przejął czytelników Wykopu po aferze zbożowej. Strims.pl jest co najmniej kilkanaście razy mniej popularny. Cóż, nie pozostaje nic innego jak życzyć powodzenia. W sieci jest miejsce dla obu serwisów.Ale Wykop.pl jest ciągle popularniejszy i to dużo.

środa, 29 maja 2013

Co to jest wolność.

-Człowiek, który nie jest wolny, nie jest szczęśliwy.

Od nie wiem jak długiego czasu uważam to zdanie wyżej za prawdziwe. Ale nigdy się nad nim dłużej nie zastanawiałem. Co więcej, bezrefleksyjnie przyjmowałem to twierdzenie, ale nigdy nie postawiłem pytania - Co to znaczy być wolnym?

Niedawno z jednym anonimowym dla mnie masonem, wymieniłem mail. Pytałem go o publikacje ze strony masonerii polskiej, on coś tam odpowiedział, ale ciekawe w tym było, że dwa razy powtórzył w krótkim mailu sentencje- "Czyń co chcesz czynić, niech będzie twoim prawem"- czy jakoś tak. W sumie w różnych wersjach, jest to definicja współcześnie pojmowanej wolności człowieka. "Róbta, co chceta" czy "Wolność człowieka ogranicza tylko inny człowiek", to w zasadzie inne definicje tego samego, co mi napisał i zarazem popularne stwierdzenia odnoszące się do wolności, rozumianej jako brak ograniczeń. Brakiem ograniczeń rozumiem, że np. jeśli chce wypić dziesięć piw i pije za swoje, to nikomu nic do tego, jestem wolny. Tak samo, jeśli chce się przespać z jakąś panienką i ona tez chce, to moja sprawa, bo jestem wolny. I tak dalej w tym stylu. Więc należałoby zdefiniować wolność, tak jak już to opisałem, jako brak ograniczeń i swobodę.

No ale jest pewien problem. Odwracając -  Nie można nazwać nieszczęśliwym człowieka, który nie może wieczorem iść na piwo, bo akurat wypadła mu opieka nad dzieckiem. Nie wpada w rozpacz. Mówi, no trudno, pójdę następnym razem. Tak samo facet, który chciał zaliczyć panienkę na dyskotece, ale ona nie chciała, nie wpadnie w depresje, nie uzna swojego życia za koszmar z powodu jednej sytuacji. Oczywiście mówię tu o przypadku typowym. Ale chyba będę miał rację mówiąc, że pozbawianie ludzi możliwości spełnienia jakiegoś swojego pragnienia, nie sprawia, że zawsze stają się nieszczęśliwi. Czyli że wolność nie polega na spełnianiu swoich pragnień, bo jeśli którychś nie spełnimy, to wcale nas to nie unieszczęśliwi. Co więcej, ludzie mogą spokojnie zaakceptować, ze nie zrobią wszystkiego co zapragną. Nie będą podróżować w kosmos. Fruwać jak ptaki. Nie będą najlepsi w World of Tanks czy Counter Strike . Nigdy nie zagrają w FC Barcelonie czy Realu Madryt. I mimo to nie będą nieszczęśliwi, więc wolność to nie jest swoboda, definicja taka jest głupia i niepełna.

Tematem wpisu miał być kierunek wolności. Trochę źle to zatytułowałem, bo teraz chce zapytać, w jakim kierunku powinien iść człowiek, aby stać się wolnym i zarazem szczęśliwym. Bo przecież skoro "Moją wolność ogranicza tylko drugi człowiek", to aby być wolnym muszę to ograniczenie usunąć. Nie będę wolnym, bo gdy zapragnę wrzeszczeć o 2 w nocy, to człowiek, który obok mnie śpi zabierze mi tą możliwość. I rożne inne bariery postawi, wiec chcąc być wolny, muszę usunąć ograniczenia ergo usunąć ludzi z mojego życia. Nie raz czytałem, że prawdziwa wolność nie istnieje przez to, że ograniczają nas inni ludzie. Tylko że...

Nie zanegowałem tego pierwszego zdania. Zatem odpowiedzi na pytanie czym jest wolność, trzeba pokrętnie poszukać w odwrotności tego stwierdzenia. Zapytać - kiedy człowiek czuje się nieszczęśliwy zawsze. Czy jest coś, czego nie może zrobić i to go na pewno unieszczęśliwi?

Człowiek jest nieszczęśliwy, kiedy nie może zrobić czegoś dobrego innemu człowiekowi. Oczywiście że nie każdemu. Żyd nie będzie nieszczęśliwy, bo nie mógł w II Wojnie Światowej pomóc Hitlerowi i uratować go, gdy tamten popełniał samobójstwo. Arab nie zaleje się łzami, bo nie uratował od śmierci amerykańskiego Marines w Afganistanie. Żeby to zdanie było prawdziwe, to tak naprawdę musi ono brzmieć:

-Człowiek jest nieszczęśliwy, kiedy nie może zrobić czegoś dobrego człowiekowi którego kocha.

Właśnie tak. Człowiekowi, którego kocha. Jesteśmy nieszczęśliwi, gdy nie możemy pomóc ludziom których kochamy. Znaleźć im pacy, nakarmić, pocieszyć, uratować od choroby, ocalić od śmierci. Wolność więc polega na tym, że możemy kochanym przez nas ludziom nieść dobro. Pomagać. Służyć. Jeśli nie wolno nam tego robić, to jesteśmy nieszczęśliwi i zarazem pozbawieni wolności. Pora więc chyba zdefiniować pojęcie wolności.

-Wolność polega na możliwości czynienia dobra.

Tłumaczy to np. czemu ojciec, który nie pójdzie na piwo, bo musi się opiekować synem, jest szczęśliwy. Bo mimo, że pozornie ograniczono jego wolność, to on mógł zrobić dobro swojemu synowi, którego kocha. I tłumaczy to, dlaczego alkoholik-ojciec, który nie ograniczył swojej wolności, poszedł pić a zostawił rodzinę, nie jest szczęśliwy. Bo ten pierwszy jest wolny, a ten drugi nie. Bo ten pierwszy siebie ograniczył i zyskał więcej wolności. A ten drugi pozbawił się wolności, bo nie wyrzekł się swoich możliwości dla ludzi, których kocha.

Nie będę mnożył przykładów, wiele dziwnych sytuacji w życiu to tłumaczy. Powiem tylko, że  nie lubię np. wschodnich filozofii, które głoszą obojętność wobec świata, aby pozwalać oczyszczać się kosmicznej karmie w innych ludziach. Oni medytując chcą osiągnąć wolność poprzez wyrwanie się z tego świata i są jak ci ludzie, których pozorna wolność jest ograniczana przez innych ludzi, więc chcą się od nich oddalić.

Definicja "Wolność polega na możliwości czynienia dobra" jest przeze mnie wzięta z książki Benedykta XVI o Jezusie Chrystusie. I tutaj jeszcze muszę odpowiedzieć na pytanie o kierunek wolności. W jakim kierunku ma iść człowiek, aby zyskać więcej wolności? Musi tak jak Chrystus starać się kochać wszystkich, czyli rozwijać się kochając więcej ludzi. I jak On robić coś dla tych ludzi, nawet jeśli ma oddawać swoją swobodę czy iść za nich na krzyż.