Chciałem opisać prawdziwą szarże dwóch dywizji kawalerii na okopane stanowiska niemieckiej Dywizji Pancernej. Jednak ten idiotyczny atak przeprowadzili Rosjanie, a nie my, natomiast jest to prawie nieznany epizod II Wojny Światowej. Historia znaleziona w książce Władymira Bieszanowa "Pogrom pancerny 1941". Mam zamiar po opisaniu wrzucić to na Wykop i rozpropagować. Z głupimi, szkalującymi mitami trzeba walczyć i je odkłamywać. Proszę więc o kopiowanie tej notki i przekazywanie jej dalej.
Wszystko to rozgrywa się jesiennego 14 października 1941 roku. Niemieckie zagony pancerne, po tym jak spadły na tyły sowieckiej armii w Kijowie zamykając największy kocioł z wojskami w historii, wznowiły natarcie na Moskwę. Operacja Tajfun była wyścigiem do sowieckiej stolicy i zakończyła się niemiecką porażką. W czasie jednak jej trwania i zanim mróz zatrzymał Niemców, poszatkowali, bo jak to inaczej nazwać całe masy wojsk. Dowódcy sowieccy zachowywali się jak idioci, rzucając do nieustannych kontrataków kolejne dywizje, licząc że w ten sposób zatrzymają natarcie. Efektów nie było, a Niemcy z sadystyczną przyjemnością wybijali kolejne fale atakujących ich czołgów, piechoty, a nawet kawalerii. W tym dniu, w innym pojedynczym natarciu, świeża 58 sowiecka Dywizja Pancerna straciła 157 ze 198 czołgów i 1731 zabitych i rannych.
Według takiego samego schematu odbyła się ta szarża kawalerii na czołgi. Niemcy przygotowywali się do kolejnego natarcia, więc okopali się na stanowiskach i czekali na dalsze rozkazy. Tymczasem po drugiej stronie frontu, geniusz Żukow szykował już im kolejna bitwę w rosyjskim stylu, czyli głupio, prostacko i bez oglądania się na straty. 16 Armia pod dowództwem Konstantego Rokossowskiego miała z rejonu na północ od Wołokomska zaatakować ugrupowanie nieprzyjaciela. Rokossowski, pensjonariusz sowieckich łagrów w latach 1937-1941, wiedział, co to znaczy nie wykonać rozkazu. Wysłał więc do opisanego wcześniej ataku 58 Pancerną, a potem...
A potem wysłał do boju przybyłe właśnie z Azji 17 i 44 Dywizję Kawalerii. Razem 6 tysięcy ludzi posłanych na śmierć, po to aby zadowolić boga wojny Żukowa i uniknąć sądu. Tak wygląda opis tej samobójczej szarży w dzienniku działań bojowych 4 Dywizji Pancernej:
Nie mogliśmy uwierzyć, że nieprzyjaciel zamierza atakować po tym szerokim polu, nadającym się chyba tylko do defilad[...] Ale oto trzy rzędy jeźdźców ruszyło na nas. Po oświetlonej zimowym słońcem przestrzeni pędzili do ataku przytuleni do końskich szyi jeźdźcy z lśniącymi klingami[...]Pierwsze pociski rozerwały się w gęstwie szarżujących[...] Wkrótce zawisł nad nimi straszliwy, czarny obłok. W powietrze wylatują szczątki rozerwanych ludzi i koni[...] Trudno się zorientować gdzie konie, a gdzie jeźdźcy[...] W tym piekle galopują oszalałe konie. nielicznych ocalałych jeźdźców dobił ogień artylerii i karabinów maszynowych.
Po tej jatce następuje druga odsłona koszmaru. Pewnie po to, aby Rokossowski, mógł zameldować, że rozkaz wykonano, natarcie przeprowadzono, a jemu nie zostało już więcej wojsk do kolejnych ataków.
I oto z lasu pędzi do szarży druga fala jeźdźców. Nie można sobie wyobrazić, że po śmierci pierwszych szwadronów koszmarny spektakl powtórzy się znowu. [...] Ale teren jest już przystrzelany i śmierć drugiej fali kawalerii nastąpiła jeszcze szybciej niż pierwszej.
Bieszanow skomentował to zdaniem "A nam opowiada się anegdoty o polskich ułanach, którzy w konnym szyku atakowali niemieckie czołgi.
Efekty tej szarży były straszne. 44 Dywizja Kawalerii zginęła prawie w całości. 17 DKaw straciła 3/4 stanu osobowego. 800 ludzi, którzy to przeżyli, kilka dni później be rozkazu opuściła swoje stanowiska. Rokossowski nie miał sobie nic do zarzucenia, a Żukow komentował to dość chłodno.
Jednak przeciwuderzenia te, zwłaszcza tam, gdzie działała głownie kawaleria [nie dały rezultatów, jakich oczekiwał naczelny dowódca.] nic poważnego nie zdziałały, dysponowały zbyt małymi siłami, żeby wywrzeć wpływ na zgrupowania uderzeniowe. Jednostki uczestniczące w przeciwuderzeniach poniosły straty i w chwili potrzeby nie znalazły się tam, gdzie powinny być.
Rosja. Byli ludzie, nie ma ludzi.
Mała bibliografia. (podaje za Bieszanowem)
W. Bieszanow "Pogrom pancerny 1941", Bellona, W-wa 2009, s. 372-375.
K. Rokossowski, "Żołnierski obowiązek", Wyd MON, W-wa 1976, s 102-103.
G. Żukow "Wspomnienia i refleksje" Wyd MON, W-wa 1976, t II, s. 33
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niemcy. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 22 września 2013
sobota, 24 listopada 2012
Jak NIE składać podania o pracę
Wyobraźcie sobie taką sytuację. Ktoś zlecił wam zamieszczenie w gazecie ogłoszenia w sprawie pracy. W ogłoszeniu podaliście adres pracodawcy, wymagania, rodzaj pracy. Skończyliście to zlecenie i zapomnieliście o nim. Mija miesiąc i do waszego biura bez słowa wchodzi nieznajoma osoba, kładzie na biurku CV i wychodzi też bez słowa. Po przejrzeniu tego CV orientujecie się, że to aplikacja w sprawie tamtej pracy. Absurd?
Dziś mi się coś podobnego przydarzyło, dlatego postanowiłem napisać ten post. Na moją spamową skrzynkę pocztową przyszedł mail. Nie znam nadawcy, nie było tytułu, a w treści liczba znaków wynosiła zero. No ale był załącznik- owe CV. Dowiedziałem się z niego, że niejaki Darek, skończył technikum mechaniczne i szkołę ochroniarską. I trochę danych osobowych. Co prawda nie pojawiło się sformułowanie "chciałbym podjąć u państwa pracę" ale tego się domyśliłem. Tylko, że ja mieszkam na Podkarpaciu, a praca była w Niemczech. No i pracodawca ze mną miał niewiele wspólnego.
Miesiąc temu moja dziewczyna została wprost zasypana rożnego rodzaju aplikacjami o pracę. Nie dawała rady, więc postanowiłem jej pomóc i odpisać tym wszystkim osobom, które podobnie jak mój dzisiejszy gość, pomyliły adresy mailowe. Mimo, że w treści ogłoszenia był mail, na który należało aplikować, to 120 osób w niedzielę, od godziny 9 rano do 23 wysłało do niej prośbę o przyjęcie do pracy.
Jej obowiązkiem w takim przypadku było odpisać im, wyjaśnić nieporozumienie i skierować na stronę z ofertą pracy (obszerniejszą aby nabić kliknięć). Ponieważ tego dnia miała urwanie głowy, napisałem sobie wzór odpowiedzi i 120 razy, metodą kopiuj-wklej odpowiedziałem rożnym osobom. Przy tym przyjrzałem się temu co wypisują.
Olaboga!
Sadze, że jakieś tysiąc osób odpowiedziało na to ogłoszenie, bo to była nieźle płatna praca za granicą, bez znajomości języka niemieckiego. Z tego wiele osób zwyczajnie NIE PRZECZYTAŁO OGŁOSZENIA. Nie żartuje. W nim było napisane na jaki mail odpisywać. A Oni wysyłali na mail, z którego założono konto na portalu. Już pomijając osoby, które wysłały na wszelki wypadek wszedzie, statystyka dziwna.
A zatem - Jak NIE składać podania o pracę.
1."Jestem zainteresowany pracą. Mój numer xxx xxx xxx"
Koniec. Fajne prawda? Pracodawca ma do niego zadzwonić i się zapytać jaki ma gość wykształcenie, co potrafi, itp.
2. "Czy mogę poprosić o trochę więcej informacji? Jesteśmy z partnerem zainteresowani podjęciem pracy" i do tego CV
Fajnie że Was to interesuje, ale składanie CV dziś to wyścig. Wy się pozastanawiajcie, a inni będą już dawno pracować.
3. "Oto moje CV. Jestem zainteresowany pracą"
No wiem, że się pastwię, ale może by tak podać imię i nazwisko? Podpis pod mailem? Przeglądać CV osoby, której się nie chciało podpisać, żeby się dowiedzieć, co i jak, to przesada.
4. Rożnego typu adresy mailowe w stylu - "paker4824@cośtam", "kociaczek@cośtam"(48lat), qwerty12345@cośtam", "macho1978@cośtam", "w7df23@cośtam" - ludzie, miejcie litość. Jak to o was świadczy?
5. Rodzynkiem były dwie oferty od obcokrajowców. Ukraina i Bułgaria. Ta z Bułgarii z 10 zdań, ale Google tłumacz. Ukraińska, przeciętna, tylko, że znów nie ten mail.
6. Kolejny to przypadek z dziś. Miesiąc minął, więc daty nie przeczytał. Maila nie zatytułował i nie napisał w nim ani słowa. Dał tylko załącznik z błędami ortograficznymi. Postarałem się i mu odpisałem z 30 zdań, co i jak ma robić. W odpowiedzi lakoniczne podziękowanie i informacja, że napisał to, aby sprawdzić, czy to nie fikcja. Oj chłopie, ty to jeszcze się doucz, jak szukać pracy.
Koniec.
Gdybym był pracodawcą, to do tej fizycznej pracy wybrałbym osobę, która -
a)Przywitała się i napisała o co chodzi
b)potem podała skrótowo(5zdań) swoje wykształcenie i doświadczeni zawodowe
c)dołączyła schludne CV, które mogłem poczytać
d)podziękowała za uwagę i podpisała się imieniem i nazwiskiem
Po prostu przyłożyła się do tego.
Niestety pracodawcą nie jestem. Więcej, pojutrze wyrejestruję się z ZUSu i będę szukał pracy. Jeśli więc potrzebujesz kogoś, kto dobrze pisze, ma niekonwencjonalne pomysły, radzi sobie z komputerem i potrzebujesz pracownika przez internet to może zerknij niżej, na moją wiadomość-
"Jestem zainteresowany tą robotą." ;)
Dziś mi się coś podobnego przydarzyło, dlatego postanowiłem napisać ten post. Na moją spamową skrzynkę pocztową przyszedł mail. Nie znam nadawcy, nie było tytułu, a w treści liczba znaków wynosiła zero. No ale był załącznik- owe CV. Dowiedziałem się z niego, że niejaki Darek, skończył technikum mechaniczne i szkołę ochroniarską. I trochę danych osobowych. Co prawda nie pojawiło się sformułowanie "chciałbym podjąć u państwa pracę" ale tego się domyśliłem. Tylko, że ja mieszkam na Podkarpaciu, a praca była w Niemczech. No i pracodawca ze mną miał niewiele wspólnego.
Miesiąc temu moja dziewczyna została wprost zasypana rożnego rodzaju aplikacjami o pracę. Nie dawała rady, więc postanowiłem jej pomóc i odpisać tym wszystkim osobom, które podobnie jak mój dzisiejszy gość, pomyliły adresy mailowe. Mimo, że w treści ogłoszenia był mail, na który należało aplikować, to 120 osób w niedzielę, od godziny 9 rano do 23 wysłało do niej prośbę o przyjęcie do pracy.
Jej obowiązkiem w takim przypadku było odpisać im, wyjaśnić nieporozumienie i skierować na stronę z ofertą pracy (obszerniejszą aby nabić kliknięć). Ponieważ tego dnia miała urwanie głowy, napisałem sobie wzór odpowiedzi i 120 razy, metodą kopiuj-wklej odpowiedziałem rożnym osobom. Przy tym przyjrzałem się temu co wypisują.
Olaboga!
Sadze, że jakieś tysiąc osób odpowiedziało na to ogłoszenie, bo to była nieźle płatna praca za granicą, bez znajomości języka niemieckiego. Z tego wiele osób zwyczajnie NIE PRZECZYTAŁO OGŁOSZENIA. Nie żartuje. W nim było napisane na jaki mail odpisywać. A Oni wysyłali na mail, z którego założono konto na portalu. Już pomijając osoby, które wysłały na wszelki wypadek wszedzie, statystyka dziwna.
A zatem - Jak NIE składać podania o pracę.
1."Jestem zainteresowany pracą. Mój numer xxx xxx xxx"
Koniec. Fajne prawda? Pracodawca ma do niego zadzwonić i się zapytać jaki ma gość wykształcenie, co potrafi, itp.
2. "Czy mogę poprosić o trochę więcej informacji? Jesteśmy z partnerem zainteresowani podjęciem pracy" i do tego CV
Fajnie że Was to interesuje, ale składanie CV dziś to wyścig. Wy się pozastanawiajcie, a inni będą już dawno pracować.
3. "Oto moje CV. Jestem zainteresowany pracą"
No wiem, że się pastwię, ale może by tak podać imię i nazwisko? Podpis pod mailem? Przeglądać CV osoby, której się nie chciało podpisać, żeby się dowiedzieć, co i jak, to przesada.
4. Rożnego typu adresy mailowe w stylu - "paker4824@cośtam", "kociaczek@cośtam"(48lat), qwerty12345@cośtam", "macho1978@cośtam", "w7df23@cośtam" - ludzie, miejcie litość. Jak to o was świadczy?
5. Rodzynkiem były dwie oferty od obcokrajowców. Ukraina i Bułgaria. Ta z Bułgarii z 10 zdań, ale Google tłumacz. Ukraińska, przeciętna, tylko, że znów nie ten mail.
6. Kolejny to przypadek z dziś. Miesiąc minął, więc daty nie przeczytał. Maila nie zatytułował i nie napisał w nim ani słowa. Dał tylko załącznik z błędami ortograficznymi. Postarałem się i mu odpisałem z 30 zdań, co i jak ma robić. W odpowiedzi lakoniczne podziękowanie i informacja, że napisał to, aby sprawdzić, czy to nie fikcja. Oj chłopie, ty to jeszcze się doucz, jak szukać pracy.
Koniec.
Gdybym był pracodawcą, to do tej fizycznej pracy wybrałbym osobę, która -
a)Przywitała się i napisała o co chodzi
b)potem podała skrótowo(5zdań) swoje wykształcenie i doświadczeni zawodowe
c)dołączyła schludne CV, które mogłem poczytać
d)podziękowała za uwagę i podpisała się imieniem i nazwiskiem
Po prostu przyłożyła się do tego.
Niestety pracodawcą nie jestem. Więcej, pojutrze wyrejestruję się z ZUSu i będę szukał pracy. Jeśli więc potrzebujesz kogoś, kto dobrze pisze, ma niekonwencjonalne pomysły, radzi sobie z komputerem i potrzebujesz pracownika przez internet to może zerknij niżej, na moją wiadomość-
"Jestem zainteresowany tą robotą." ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

