-Człowiek, który nie jest wolny, nie jest szczęśliwy.
Od nie wiem jak długiego czasu uważam to zdanie wyżej za prawdziwe. Ale nigdy się nad nim dłużej nie zastanawiałem. Co więcej, bezrefleksyjnie przyjmowałem to twierdzenie, ale nigdy nie postawiłem pytania - Co to znaczy być wolnym?
Niedawno z jednym anonimowym dla mnie masonem, wymieniłem mail. Pytałem go o publikacje ze strony masonerii polskiej, on coś tam odpowiedział, ale ciekawe w tym było, że dwa razy powtórzył w krótkim mailu sentencje- "Czyń co chcesz czynić, niech będzie twoim prawem"- czy jakoś tak. W sumie w różnych wersjach, jest to definicja współcześnie pojmowanej wolności człowieka. "Róbta, co chceta" czy "Wolność człowieka ogranicza tylko inny człowiek", to w zasadzie inne definicje tego samego, co mi napisał i zarazem popularne stwierdzenia odnoszące się do wolności, rozumianej jako brak ograniczeń. Brakiem ograniczeń rozumiem, że np. jeśli chce wypić dziesięć piw i pije za swoje, to nikomu nic do tego, jestem wolny. Tak samo, jeśli chce się przespać z jakąś panienką i ona tez chce, to moja sprawa, bo jestem wolny. I tak dalej w tym stylu. Więc należałoby zdefiniować wolność, tak jak już to opisałem, jako brak ograniczeń i swobodę.
No ale jest pewien problem. Odwracając - Nie można nazwać nieszczęśliwym człowieka, który nie może wieczorem iść na piwo, bo akurat wypadła mu opieka nad dzieckiem. Nie wpada w rozpacz. Mówi, no trudno, pójdę następnym razem. Tak samo facet, który chciał zaliczyć panienkę na dyskotece, ale ona nie chciała, nie wpadnie w depresje, nie uzna swojego życia za koszmar z powodu jednej sytuacji. Oczywiście mówię tu o przypadku typowym. Ale chyba będę miał rację mówiąc, że pozbawianie ludzi możliwości spełnienia jakiegoś swojego pragnienia, nie sprawia, że zawsze stają się nieszczęśliwi. Czyli że wolność nie polega na spełnianiu swoich pragnień, bo jeśli którychś nie spełnimy, to wcale nas to nie unieszczęśliwi. Co więcej, ludzie mogą spokojnie zaakceptować, ze nie zrobią wszystkiego co zapragną. Nie będą podróżować w kosmos. Fruwać jak ptaki. Nie będą najlepsi w World of Tanks czy Counter Strike . Nigdy nie zagrają w FC Barcelonie czy Realu Madryt. I mimo to nie będą nieszczęśliwi, więc wolność to nie jest swoboda, definicja taka jest głupia i niepełna.
Tematem wpisu miał być kierunek wolności. Trochę źle to zatytułowałem, bo teraz chce zapytać, w jakim kierunku powinien iść człowiek, aby stać się wolnym i zarazem szczęśliwym. Bo przecież skoro "Moją wolność ogranicza tylko drugi człowiek", to aby być wolnym muszę to ograniczenie usunąć. Nie będę wolnym, bo gdy zapragnę wrzeszczeć o 2 w nocy, to człowiek, który obok mnie śpi zabierze mi tą możliwość. I rożne inne bariery postawi, wiec chcąc być wolny, muszę usunąć ograniczenia ergo usunąć ludzi z mojego życia. Nie raz czytałem, że prawdziwa wolność nie istnieje przez to, że ograniczają nas inni ludzie. Tylko że...
Nie zanegowałem tego pierwszego zdania. Zatem odpowiedzi na pytanie czym jest wolność, trzeba pokrętnie poszukać w odwrotności tego stwierdzenia. Zapytać - kiedy człowiek czuje się nieszczęśliwy zawsze. Czy jest coś, czego nie może zrobić i to go na pewno unieszczęśliwi?
Człowiek jest nieszczęśliwy, kiedy nie może zrobić czegoś dobrego innemu człowiekowi. Oczywiście że nie każdemu. Żyd nie będzie nieszczęśliwy, bo nie mógł w II Wojnie Światowej pomóc Hitlerowi i uratować go, gdy tamten popełniał samobójstwo. Arab nie zaleje się łzami, bo nie uratował od śmierci amerykańskiego Marines w Afganistanie. Żeby to zdanie było prawdziwe, to tak naprawdę musi ono brzmieć:
-Człowiek jest nieszczęśliwy, kiedy nie może zrobić czegoś dobrego człowiekowi którego kocha.
Właśnie tak. Człowiekowi, którego kocha. Jesteśmy nieszczęśliwi, gdy nie możemy pomóc ludziom których kochamy. Znaleźć im pacy, nakarmić, pocieszyć, uratować od choroby, ocalić od śmierci. Wolność więc polega na tym, że możemy kochanym przez nas ludziom nieść dobro. Pomagać. Służyć. Jeśli nie wolno nam tego robić, to jesteśmy nieszczęśliwi i zarazem pozbawieni wolności. Pora więc chyba zdefiniować pojęcie wolności.
-Wolność polega na możliwości czynienia dobra.
Tłumaczy to np. czemu ojciec, który nie pójdzie na piwo, bo musi się opiekować synem, jest szczęśliwy. Bo mimo, że pozornie ograniczono jego wolność, to on mógł zrobić dobro swojemu synowi, którego kocha. I tłumaczy to, dlaczego alkoholik-ojciec, który nie ograniczył swojej wolności, poszedł pić a zostawił rodzinę, nie jest szczęśliwy. Bo ten pierwszy jest wolny, a ten drugi nie. Bo ten pierwszy siebie ograniczył i zyskał więcej wolności. A ten drugi pozbawił się wolności, bo nie wyrzekł się swoich możliwości dla ludzi, których kocha.
Nie będę mnożył przykładów, wiele dziwnych sytuacji w życiu to tłumaczy. Powiem tylko, że nie lubię np. wschodnich filozofii, które głoszą obojętność wobec świata, aby pozwalać oczyszczać się kosmicznej karmie w innych ludziach. Oni medytując chcą osiągnąć wolność poprzez wyrwanie się z tego świata i są jak ci ludzie, których pozorna wolność jest ograniczana przez innych ludzi, więc chcą się od nich oddalić.
Definicja "Wolność polega na możliwości czynienia dobra" jest przeze mnie wzięta z książki Benedykta XVI o Jezusie Chrystusie. I tutaj jeszcze muszę odpowiedzieć na pytanie o kierunek wolności. W jakim kierunku ma iść człowiek, aby zyskać więcej wolności? Musi tak jak Chrystus starać się kochać wszystkich, czyli rozwijać się kochając więcej ludzi. I jak On robić coś dla tych ludzi, nawet jeśli ma oddawać swoją swobodę czy iść za nich na krzyż.
środa, 29 maja 2013
środa, 1 maja 2013
Uważaj jakie umowy podpisujesz
Niestety spamuje ostatnio po sieci, bo nie mam pracy. Co robić. Robota nędzna, ale przynajmniej coś tam czasami się zarobi. No chyba że trafisz na oszustów, którzy Ci nie zapłacą za linki. Za to teraz trafiłem na naciągaczy. Firma X z pewnego miasta, detektywi, ochrona, doradztwo czyli znamy się na wszystkim, a więc na niczym. Szumnie nazywający się "Grupą Doradczą X". Praca u nich niby ma polegać na dodawaniu linków. Początek zachęcający, bo odpowiedzieli autoresponderem i przesłali umowę.
I natychmiast włączył mi się alarm.
Dostałem 3 odpowiedzi z autorespondera i od razu umowę? Kto daje umowę na spam? Po co? Przecież zleceniodawcy to bardzo nie na rękę. Wygodniej kazać dodawać a potem się wyłgać od płacenia. Stwierdziłem więc, że chcą mnie oszukać. I wertuje.
Znalazłem odpowiedź w karach za niewywiązanie się z umowy. Grupa Doradcza z pewnego miasta każe sobie słono płacić za drobiazgi. Zobaczcie:
Widzicie to? 50 zeta za niedodanie ogłoszenia, bo np nie zdążysz. 5zeta za błąd w ogłoszeniu (literówka?). Ale śmieszne jest nr IV, bo wcześniej bardzo dokładnie określono jak przesyłać. W linijce takiej to a takiej, link taki to a taki. Wpisz w inną linijkę albo dodaj inaczej.
Oczywiście frajer, który podpisze taką umowę a nie spojrzy do załącznika, którego fragmenty są wyżej, będzie miał przesrane. Będzie musiał tyrać dla tych windykatoro-detektywów, a jak coś będzie nie tak to zabuli karę aż miło.Ciekawi mnie tylko, czy to jest po to, aby nic nie placić ludziom, czy po to, aby pracowali i za tą pracę jeszcze płacili firmie
Natomiast szczytem szczytów jest punkt nr 5
Każdy kto spamuje po forach czy po ogłoszeniach wie, że niestety linki znikają. Spam to taki chamski pojedynek adminów z nami, gdzie cześć linków znika. a Grupa Doradcza z pewnego miasta chce brać 500zł za taki link? (Oczywiście chamstwem to my się wykazujemy, nie admini). Na dziesięć moich dodanych wczoraj wpisów dla pewnego banku znikło po chwili dwa. Dla tych windykatorów musiałbym więc zapłacić karę 1000zł, bo przecież wysłałbym im to, a oni po dwóch tygodniach by sprawdzili i ... jestem w czarnej dupie.
Swoją drogą trzeba mieć tupet. Podpisali się z imienia i nazwiska i chcą mnie naciągnąć. Ja nie dodam ani nazwy firmy, ani ich danych ale przecież zszargają sobie opinię, gdy tylko tak kogoś naciągną. Czy to aby warto? Co pomyślą po latach ich dzieci, gdy taki wpis znajdą w sieci? Czy ci ludzie są aż tak głupi?
Jak szukasz spamera to do mnie napisz. Potrafię tak spamować, że nikt się nie kapnie. Tylko nie próbuj mnie naciągać umowami, albo mi nie zapłacić. Jeden już taki był i się gorzko przekonał, że nawet jak nie mam adresu, to potrafię mocno przestraszyć skarbówką, zusem i państwowymi chartami. Ale kto by tam oszusta żałował.
I na koniec taka prosta rada. Jak chcesz coś robić dla kogoś w sieci to po kolei sprawdzaj w goglach
-imie i nazwisko
-imie i nazwisko ze słowami opinie, oszust
-nazwę firmy
-nazwę firmy ze słowami opinie i oszust
-adres mailowy też wpisz w google
- i to samo z tymi słowami
- numer telefonu to samo co mail
- a jak masz zdjęcie jakieś to też sprawdź w wyszukiwarce obrazów google
- a nawet spróbuj całe ogłoszenie wkleić i zobacz co będzie
Ech, pracy szukam, szukam pracy. Niech mnie ktoś zatrudni do pisania artykułów.
PS ciekawe czy taka umowa z takimi karami jest zgodna z prawem.
I natychmiast włączył mi się alarm.
Dostałem 3 odpowiedzi z autorespondera i od razu umowę? Kto daje umowę na spam? Po co? Przecież zleceniodawcy to bardzo nie na rękę. Wygodniej kazać dodawać a potem się wyłgać od płacenia. Stwierdziłem więc, że chcą mnie oszukać. I wertuje.
Znalazłem odpowiedź w karach za niewywiązanie się z umowy. Grupa Doradcza z pewnego miasta każe sobie słono płacić za drobiazgi. Zobaczcie:
Widzicie to? 50 zeta za niedodanie ogłoszenia, bo np nie zdążysz. 5zeta za błąd w ogłoszeniu (literówka?). Ale śmieszne jest nr IV, bo wcześniej bardzo dokładnie określono jak przesyłać. W linijce takiej to a takiej, link taki to a taki. Wpisz w inną linijkę albo dodaj inaczej.
Oczywiście frajer, który podpisze taką umowę a nie spojrzy do załącznika, którego fragmenty są wyżej, będzie miał przesrane. Będzie musiał tyrać dla tych windykatoro-detektywów, a jak coś będzie nie tak to zabuli karę aż miło.Ciekawi mnie tylko, czy to jest po to, aby nic nie placić ludziom, czy po to, aby pracowali i za tą pracę jeszcze płacili firmie
Natomiast szczytem szczytów jest punkt nr 5
Każdy kto spamuje po forach czy po ogłoszeniach wie, że niestety linki znikają. Spam to taki chamski pojedynek adminów z nami, gdzie cześć linków znika. a Grupa Doradcza z pewnego miasta chce brać 500zł za taki link? (Oczywiście chamstwem to my się wykazujemy, nie admini). Na dziesięć moich dodanych wczoraj wpisów dla pewnego banku znikło po chwili dwa. Dla tych windykatorów musiałbym więc zapłacić karę 1000zł, bo przecież wysłałbym im to, a oni po dwóch tygodniach by sprawdzili i ... jestem w czarnej dupie.
Swoją drogą trzeba mieć tupet. Podpisali się z imienia i nazwiska i chcą mnie naciągnąć. Ja nie dodam ani nazwy firmy, ani ich danych ale przecież zszargają sobie opinię, gdy tylko tak kogoś naciągną. Czy to aby warto? Co pomyślą po latach ich dzieci, gdy taki wpis znajdą w sieci? Czy ci ludzie są aż tak głupi?
Jak szukasz spamera to do mnie napisz. Potrafię tak spamować, że nikt się nie kapnie. Tylko nie próbuj mnie naciągać umowami, albo mi nie zapłacić. Jeden już taki był i się gorzko przekonał, że nawet jak nie mam adresu, to potrafię mocno przestraszyć skarbówką, zusem i państwowymi chartami. Ale kto by tam oszusta żałował.
I na koniec taka prosta rada. Jak chcesz coś robić dla kogoś w sieci to po kolei sprawdzaj w goglach
-imie i nazwisko
-imie i nazwisko ze słowami opinie, oszust
-nazwę firmy
-nazwę firmy ze słowami opinie i oszust
-adres mailowy też wpisz w google
- i to samo z tymi słowami
- numer telefonu to samo co mail
- a jak masz zdjęcie jakieś to też sprawdź w wyszukiwarce obrazów google
- a nawet spróbuj całe ogłoszenie wkleić i zobacz co będzie
Ech, pracy szukam, szukam pracy. Niech mnie ktoś zatrudni do pisania artykułów.
PS ciekawe czy taka umowa z takimi karami jest zgodna z prawem.
poniedziałek, 4 marca 2013
Sempron 2300+
Dość śmieszna awaria mi się przytrafiła ostatnio. Przywiozłem z Holandii płytę ASROCK K7S41GX i procek Sempron 2300+ plus bebechy z tego kompa min twardy dysk. Na twardym miałem Linux z hasłem, więc chciałem podłączyć twardziela do mojego starszego kompa z płytą ALIVE NF4G-DVI. Jak postanowiłem tak zrobiłem i ... ciemność. Komp startował ale nie było obrazu. Rozpacz. Rozkręcałem go i składałem, wszystko na nic. Padł.
W międzyczasie więc zmontowałem tego Semprona 2300+ a że miałem stara obudowę, która nie pasowała do płyty mini, to zmontowałem bardzo prowizorycznie, czyli tak :)
Prowizorka total, ale co robić jak nie ma możliwości włożenia płyty do obudowy. Chcąc mieć choć namiastkę internetu musiałem tego Semprona uruchomić na płycie AS ROCK K7S41GX. Przy okazji okazało się, że mam kości pamięci po 1MB, co było dobrą wiadomością.
Awaria płyty ALIVE NF4G-DVI okazała się błaha. Wystarczyło zrobić reset BIOSa. Przy okazji okazało się, że nie wiem jak zrobić reset BIOS. Więc niże mały samouczek.
Jak zrobić reset BIOS - wyciągamy baterię z płyty na 1godzinę. Krótsze wyciąganie nie działa.
Hehe. Przez to że nie doczytałem dokładnie miałem jeden dzień bez lepszego komputera mniej. Idiota.
W międzyczasie więc zmontowałem tego Semprona 2300+ a że miałem stara obudowę, która nie pasowała do płyty mini, to zmontowałem bardzo prowizorycznie, czyli tak :)
Prowizorka total, ale co robić jak nie ma możliwości włożenia płyty do obudowy. Chcąc mieć choć namiastkę internetu musiałem tego Semprona uruchomić na płycie AS ROCK K7S41GX. Przy okazji okazało się, że mam kości pamięci po 1MB, co było dobrą wiadomością.
Awaria płyty ALIVE NF4G-DVI okazała się błaha. Wystarczyło zrobić reset BIOSa. Przy okazji okazało się, że nie wiem jak zrobić reset BIOS. Więc niże mały samouczek.
Jak zrobić reset BIOS - wyciągamy baterię z płyty na 1godzinę. Krótsze wyciąganie nie działa.
Hehe. Przez to że nie doczytałem dokładnie miałem jeden dzień bez lepszego komputera mniej. Idiota.
niedziela, 13 stycznia 2013
7TP, 9TP i kolejne polskie czołgi tej linii.
Na fali zainteresowania polska historią, jakie obserwuje ostatnio w sieci, dość często spotykałem się z artykułami na temat polskich czołgów 7TP. Był to dobry czołg, który niemieckim we wrześniu 1939 roku w niczym nie ustępował. Spokojnie mógł się mierzyć z PZ III i PZ IV, natomiast PZ I i II, jak to się brzydko mówi, mogły mu skoczyć ;) Mieliśmy tych czołgów mało i w dodatku były rozproszone, więc nie odegrały większej roli, ale jakoś miło pomyśleć, że tak dobre konstrukcje powstawały w Polsce (choć dobrze wiem, że to była konstrukcja na licencji Vickersa E)
7TP miał miał dwie wielkie zalety, niedostępne wtedy czołgom niemieckim. Peryskop obracany Gundlacha i silnik wysokoprężny. Gdyby ktoś nie wiedział, to taki peryskop pozwalał obserwować dowódcy teren w promieniu 360stopni, a silnik wysokoprężny był lepszy, bo zapalał się znacznie rzadziej niż w innych czołgach. Niemieckie czołgi miały silniki benzynowe, a nasz spalał olej napędowy. Armata czołgowa Boforsa wz. 37 przebijała pancerz każdego niemieckiego czołgu w kampanii wrześniowej, więc jako konstrukcja czołgi 7TP były naprawdę dobre. (było też trochę 7TP dwu-wieżowych z montowanymi karabinami maszynowi zamiast armaty).
Nasi konstruktorzy nie przestali na tym modelu. Znacznie mniej osób słyszało o czołgu 9TP, który tez walczył w kampanii wrześniowej. Był to czołg będący rozwinięciem 7TP. miał mocniejszy 40mm pancerz przedni i nowszy, lżejszy silnik. zmniejszenie ciężaru silnika pozwoliło na powiększenie pancerza. Z tego co się orientuje, to 11 tych czołgów wzięło udział w walkach. Właśnie ruszyła produkcja tego modelu i do maja 1940 roku miało powstać około 100 sztuk. 9TP miał też szersze gąsienice, co jest ważną rzeczą w czołgu, bo mniej się zapada w grunt i jedzie przez to szybciej. Znowu pochwale konstruktorów, myśleli nad tym co projektują i mieli dobre pomysły. Niestety 9TP miał zbyt mała prędkość, więc planowano zwiększyć moc silnika do 200KM. Taką wersje czasem oznaczano 11TP.
Wielbiciele Lodołamaczy Suworowa na pewno pamiętają jego zachwyty nad ruskim BT7. To był dobry czołg. Ciekawi mnie natomiast, kto z nich słyszał o naszym czołgu na zawieszeniu projektu Waltera Christi? 10TP powstał w jednym prototypie i tak jak BT7 miał zarówno koła jak i gąsienice. Potrafił pędzić 50k/h po drodze na gąsienicach, a po przerzuceniu na koła 75km/h. Panie Suworow, popraw pan swoje książki i napisz, że tylko Polacy i Rosjanie mieli takie czołgi. 10TP jednak był niezbyt udany, więc uwagę skierowano na czołg 14TP.
Czternastka wygląda bardzo ładnie. Dodatkowe 5 ton więcej niż dziewiątka znaczyło mocniejszy pancerz, 50mmm przód, 35mm boki. Rezygnacja z kół wyszła by mu tylko na dobre. W dodatku trzy razy mocniejszy silnik niż w 9TP pozwalałby na rozwijanie prędkości 50km/h, więc zdolności manewrowe, tak ważne w wojnie, miałby wspaniałe. Przy 9TP pochwaliłem konstruktorów za gąsienice, tutaj też im bije brawo. 14TP miał mieć już armatę kalibru 47mm. A więc w dalszym ciągu bez większych problemów przebijać pancerze czołgowy, wszystkich przeciwników na polu bitwy. Mniam, prawda?
A to jeszcze nie koniec. Konstruktorzy już projektowali czołgi kolejnej generacji 20/25TP. Co prawda taka nazwa nie istniała w fazie projektu, ale możemy się nią posługiwać. Istniało kilka wersji z silnikami 400, 500 lub 600KM. Także grubość pancerza tego nowego czołgu różniła się w zależności od wersji. Najlżejsze miały mieć "tylko" 35mm, wersja najcięższa 80mm. Ten najgrubszy sprawiłby na pewno Niemcom niejedną niemiła niespodziankę w czasie bitwy. W dodatku w czołgu 25TP planowano obok 80mm pancerza zamontować działo przeciwlotnicze 75 mm wz. 1922/1924. I teraz sobie przypomnijcie ile to razy wychwalano Niemców za zamontowanie przeciwlotniczej 88 w Tygrysach, a przecież to rok 1942, więc nasi konstruktorzy myśleli trochę wcześniej niż narodowosocjalistyczni. 25TP przypomina mi trochę T34. Podobna waga, podobny kaliber działa, nasz miał trochę słabszy silnik ale za to mocniejszy pancerz. Kto wie, czy by nie powstał w 1940 roku podobnie jak T34. Lżejszy projekt 20/25TP znowu miał mieć dwa silniki 300KM. prędkość na drodze 45km/h w terenie 25 km/h. Mniejszy pancerz to jednak była raczej wada, więc podejrzewam, że wybrano by wersje 25tonową. Z tym, że ze mnie taki ekspert od czołgów, jak z antyklerykałów historycy.
Był jeszcze projekt czołgu B.U.G.I. Nazwa pochodziła od 4 konstruktorów pracujących nad tym czołgiem. Szkice ukończono w sierpniu 1939 roku. Waga 30-32 tony, pancerz od 40 do 100mm. Prędkość 25km/h teren, 40km/h drogi. Działo 75mm lub też haubica 100m. B.U.G.I. miał mieć nietypową wieżę o kształcie jajka, która miała w ten sposób zwiększać szansę na rykoszet pocisków.
Nie tylko średnie czołgi wtedy projektowano. Zwiadowcze tankietki TKS miał zastąpić czołg 4TP. Skoro zwiadowczy, to trudno uznać za wadę lekki pancerz czy karabiny maszynowe zamiast działa. Zresztą rozważano montowanie działa 37mm w nim, więc w razie potrzeby mógłby przebijać tez pancerz lepszych czołgów. Natomiast olbrzymią zaletą 4TP byłaby jego prędkość - 55km/h. A skoro miął być wozem rozpoznawczym, to sami rozumiecie. Jedną z wersji rozwojowych 4TP był znowu PZInż 130, który miał być czołgiem pływającym. Błotniki od środka miał wypełnione masą korkową, co poprawiało zdolności pływania. Dodatkowo zaprojektowano dla niego specjalne koła i lżejsze gąsienice. Prototyp przejęli Niemcy i słuch po nim zaginał.
Na koniec napisze też o TKD i TKS-D, projektach dział samobieżnych. Pierwszy miał działo 47 mm, drugi 37mm. I chyba na tym zalety tej konstrukcji się kończyły. Słaby silnik, opancerzenie ze zwykłej blachy i inne wady sprawiły, że choć ukończone w 1938, nie weszły do produkcji. Cztery sztuki podobno broniły Warszawy i tam zostały zniszczone. Dwa inne walczyły w Beskidzie. Choć z drugiej strony te działa samobieżne miały pewna wielka zaletę, były bardzo niskie. TKS-D 154cm, TKD 124cm, więc może nie mam racji.
Jeśli kogoś to zainteresowało, to niech sobie poszpera w goglach. Znajdzie projekty tych czołgów i więcej szczegółów. Rysunki techniczne też są.
![]() |
| 7TP (źródło Wikipedia) |
Nasi konstruktorzy nie przestali na tym modelu. Znacznie mniej osób słyszało o czołgu 9TP, który tez walczył w kampanii wrześniowej. Był to czołg będący rozwinięciem 7TP. miał mocniejszy 40mm pancerz przedni i nowszy, lżejszy silnik. zmniejszenie ciężaru silnika pozwoliło na powiększenie pancerza. Z tego co się orientuje, to 11 tych czołgów wzięło udział w walkach. Właśnie ruszyła produkcja tego modelu i do maja 1940 roku miało powstać około 100 sztuk. 9TP miał też szersze gąsienice, co jest ważną rzeczą w czołgu, bo mniej się zapada w grunt i jedzie przez to szybciej. Znowu pochwale konstruktorów, myśleli nad tym co projektują i mieli dobre pomysły. Niestety 9TP miał zbyt mała prędkość, więc planowano zwiększyć moc silnika do 200KM. Taką wersje czasem oznaczano 11TP.
Wielbiciele Lodołamaczy Suworowa na pewno pamiętają jego zachwyty nad ruskim BT7. To był dobry czołg. Ciekawi mnie natomiast, kto z nich słyszał o naszym czołgu na zawieszeniu projektu Waltera Christi? 10TP powstał w jednym prototypie i tak jak BT7 miał zarówno koła jak i gąsienice. Potrafił pędzić 50k/h po drodze na gąsienicach, a po przerzuceniu na koła 75km/h. Panie Suworow, popraw pan swoje książki i napisz, że tylko Polacy i Rosjanie mieli takie czołgi. 10TP jednak był niezbyt udany, więc uwagę skierowano na czołg 14TP.
![]() |
| 10TP(Wikipedia) |
Czternastka wygląda bardzo ładnie. Dodatkowe 5 ton więcej niż dziewiątka znaczyło mocniejszy pancerz, 50mmm przód, 35mm boki. Rezygnacja z kół wyszła by mu tylko na dobre. W dodatku trzy razy mocniejszy silnik niż w 9TP pozwalałby na rozwijanie prędkości 50km/h, więc zdolności manewrowe, tak ważne w wojnie, miałby wspaniałe. Przy 9TP pochwaliłem konstruktorów za gąsienice, tutaj też im bije brawo. 14TP miał mieć już armatę kalibru 47mm. A więc w dalszym ciągu bez większych problemów przebijać pancerze czołgowy, wszystkich przeciwników na polu bitwy. Mniam, prawda?
A to jeszcze nie koniec. Konstruktorzy już projektowali czołgi kolejnej generacji 20/25TP. Co prawda taka nazwa nie istniała w fazie projektu, ale możemy się nią posługiwać. Istniało kilka wersji z silnikami 400, 500 lub 600KM. Także grubość pancerza tego nowego czołgu różniła się w zależności od wersji. Najlżejsze miały mieć "tylko" 35mm, wersja najcięższa 80mm. Ten najgrubszy sprawiłby na pewno Niemcom niejedną niemiła niespodziankę w czasie bitwy. W dodatku w czołgu 25TP planowano obok 80mm pancerza zamontować działo przeciwlotnicze 75 mm wz. 1922/1924. I teraz sobie przypomnijcie ile to razy wychwalano Niemców za zamontowanie przeciwlotniczej 88 w Tygrysach, a przecież to rok 1942, więc nasi konstruktorzy myśleli trochę wcześniej niż narodowosocjalistyczni. 25TP przypomina mi trochę T34. Podobna waga, podobny kaliber działa, nasz miał trochę słabszy silnik ale za to mocniejszy pancerz. Kto wie, czy by nie powstał w 1940 roku podobnie jak T34. Lżejszy projekt 20/25TP znowu miał mieć dwa silniki 300KM. prędkość na drodze 45km/h w terenie 25 km/h. Mniejszy pancerz to jednak była raczej wada, więc podejrzewam, że wybrano by wersje 25tonową. Z tym, że ze mnie taki ekspert od czołgów, jak z antyklerykałów historycy.
![]() |
| 20/25TP (rysunek techniczny) |
Był jeszcze projekt czołgu B.U.G.I. Nazwa pochodziła od 4 konstruktorów pracujących nad tym czołgiem. Szkice ukończono w sierpniu 1939 roku. Waga 30-32 tony, pancerz od 40 do 100mm. Prędkość 25km/h teren, 40km/h drogi. Działo 75mm lub też haubica 100m. B.U.G.I. miał mieć nietypową wieżę o kształcie jajka, która miała w ten sposób zwiększać szansę na rykoszet pocisków.
Nie tylko średnie czołgi wtedy projektowano. Zwiadowcze tankietki TKS miał zastąpić czołg 4TP. Skoro zwiadowczy, to trudno uznać za wadę lekki pancerz czy karabiny maszynowe zamiast działa. Zresztą rozważano montowanie działa 37mm w nim, więc w razie potrzeby mógłby przebijać tez pancerz lepszych czołgów. Natomiast olbrzymią zaletą 4TP byłaby jego prędkość - 55km/h. A skoro miął być wozem rozpoznawczym, to sami rozumiecie. Jedną z wersji rozwojowych 4TP był znowu PZInż 130, który miał być czołgiem pływającym. Błotniki od środka miał wypełnione masą korkową, co poprawiało zdolności pływania. Dodatkowo zaprojektowano dla niego specjalne koła i lżejsze gąsienice. Prototyp przejęli Niemcy i słuch po nim zaginał.
![]() |
| nieuzbrojony 4TP(Wikipedia) |
Jeśli kogoś to zainteresowało, to niech sobie poszpera w goglach. Znajdzie projekty tych czołgów i więcej szczegółów. Rysunki techniczne też są.
piątek, 7 grudnia 2012
Lekcja kultury dla banków, firm i instytucji finansowych, czyli jak nie zarabiać pieniędzy.
![]() |
| http://www.flickr.com/photos/dr_tr/2948640859/sizes/m/in/photostream/ |
Zdarzyło się wam, że dostajecie telefon od kogoś, kto chce abyście mu podali dane do identyfikacji i poinformował, że rozmowa jest nagrywana?
Otóż drogie banki, firmy, instytucje finansowe. Jeśli ja dzwonię do kogoś, to muszę się przedstawić. Rzeczą jego dobrej woli jest ze ze mną rozmawia. nie mam prawa żądać, nic ponad to, co się nazywa rozmową. Tymczasem wy odstawiacie ostatnio straszną wieś.
Co by bowiem było, gdybym zadzwonił do nieznajomej osoby i kazał jej się zidentyfikować, np. podając swój pesel? Czy nie uznano by mnie za chama i nie przerwano rozmowy? A jeśli nawet nie i ten ktoś by nie odwiesił słuchawki, to jakby zareagował, gdybym mu powiedział, ze ta rozmowa jest nagrywana, sugerując od razu, że spodziewam się od rozmówcy, że mnie będzie oszukiwał, okłamywał lub obrażał?
A wy to właśnie robicie. Co jakiś czas do mnie wydzwaniacie, a to z ofertą, a to z przypomnieniem o czymś i karzecie mi potwierdzić moje dane osobowe, a potem bezczelnie mnie informujecie, że to nagrywacie. Nauczcie się choć pozorów kultury, wy buszmeni finansów. Mam ostatnio wrażenie, że wydzwaniają do mnie kretyni, którzy nigdy nie zapoznali się z europejską kulturą. To wy jesteście w sytuacji petenta, gdy do mnie dzwonicie.
Jeśli ja mam do was sprawę, to możecie sobie nagrywać, kazać mi czekać puszczając idiotyczne melodie, czy pytać "Kto tam". Możecie mnie traktować jak niechcianego gościa. Ale dzwoniąc do mnie, gumiaki zostaw przed drzwiami.
Pracujesz prymitywie na wizerunek firmy, więc wymyślając procedury, które potem szeregowi pracownicy wcielają w życie, pomyśl trochę. Skoro z domu nie wyniosłeś dobrego wychowania, to poproś kogoś o radę. (Np. eks prezydentową, nauczycielkę jedzenia beza, niech was nauczy jak zarabiać kasę)
Etykiety:
banki,
firmy,
fuck,
jak nie zarabiać pieniędzy,
kasa,
kultura,
rada,
telefon,
you,
zarabianie na kliencie,
zarabianie pieniędzy,
zarabianie przez telefon
sobota, 24 listopada 2012
Jak NIE składać podania o pracę
Wyobraźcie sobie taką sytuację. Ktoś zlecił wam zamieszczenie w gazecie ogłoszenia w sprawie pracy. W ogłoszeniu podaliście adres pracodawcy, wymagania, rodzaj pracy. Skończyliście to zlecenie i zapomnieliście o nim. Mija miesiąc i do waszego biura bez słowa wchodzi nieznajoma osoba, kładzie na biurku CV i wychodzi też bez słowa. Po przejrzeniu tego CV orientujecie się, że to aplikacja w sprawie tamtej pracy. Absurd?
Dziś mi się coś podobnego przydarzyło, dlatego postanowiłem napisać ten post. Na moją spamową skrzynkę pocztową przyszedł mail. Nie znam nadawcy, nie było tytułu, a w treści liczba znaków wynosiła zero. No ale był załącznik- owe CV. Dowiedziałem się z niego, że niejaki Darek, skończył technikum mechaniczne i szkołę ochroniarską. I trochę danych osobowych. Co prawda nie pojawiło się sformułowanie "chciałbym podjąć u państwa pracę" ale tego się domyśliłem. Tylko, że ja mieszkam na Podkarpaciu, a praca była w Niemczech. No i pracodawca ze mną miał niewiele wspólnego.
Miesiąc temu moja dziewczyna została wprost zasypana rożnego rodzaju aplikacjami o pracę. Nie dawała rady, więc postanowiłem jej pomóc i odpisać tym wszystkim osobom, które podobnie jak mój dzisiejszy gość, pomyliły adresy mailowe. Mimo, że w treści ogłoszenia był mail, na który należało aplikować, to 120 osób w niedzielę, od godziny 9 rano do 23 wysłało do niej prośbę o przyjęcie do pracy.
Jej obowiązkiem w takim przypadku było odpisać im, wyjaśnić nieporozumienie i skierować na stronę z ofertą pracy (obszerniejszą aby nabić kliknięć). Ponieważ tego dnia miała urwanie głowy, napisałem sobie wzór odpowiedzi i 120 razy, metodą kopiuj-wklej odpowiedziałem rożnym osobom. Przy tym przyjrzałem się temu co wypisują.
Olaboga!
Sadze, że jakieś tysiąc osób odpowiedziało na to ogłoszenie, bo to była nieźle płatna praca za granicą, bez znajomości języka niemieckiego. Z tego wiele osób zwyczajnie NIE PRZECZYTAŁO OGŁOSZENIA. Nie żartuje. W nim było napisane na jaki mail odpisywać. A Oni wysyłali na mail, z którego założono konto na portalu. Już pomijając osoby, które wysłały na wszelki wypadek wszedzie, statystyka dziwna.
A zatem - Jak NIE składać podania o pracę.
1."Jestem zainteresowany pracą. Mój numer xxx xxx xxx"
Koniec. Fajne prawda? Pracodawca ma do niego zadzwonić i się zapytać jaki ma gość wykształcenie, co potrafi, itp.
2. "Czy mogę poprosić o trochę więcej informacji? Jesteśmy z partnerem zainteresowani podjęciem pracy" i do tego CV
Fajnie że Was to interesuje, ale składanie CV dziś to wyścig. Wy się pozastanawiajcie, a inni będą już dawno pracować.
3. "Oto moje CV. Jestem zainteresowany pracą"
No wiem, że się pastwię, ale może by tak podać imię i nazwisko? Podpis pod mailem? Przeglądać CV osoby, której się nie chciało podpisać, żeby się dowiedzieć, co i jak, to przesada.
4. Rożnego typu adresy mailowe w stylu - "paker4824@cośtam", "kociaczek@cośtam"(48lat), qwerty12345@cośtam", "macho1978@cośtam", "w7df23@cośtam" - ludzie, miejcie litość. Jak to o was świadczy?
5. Rodzynkiem były dwie oferty od obcokrajowców. Ukraina i Bułgaria. Ta z Bułgarii z 10 zdań, ale Google tłumacz. Ukraińska, przeciętna, tylko, że znów nie ten mail.
6. Kolejny to przypadek z dziś. Miesiąc minął, więc daty nie przeczytał. Maila nie zatytułował i nie napisał w nim ani słowa. Dał tylko załącznik z błędami ortograficznymi. Postarałem się i mu odpisałem z 30 zdań, co i jak ma robić. W odpowiedzi lakoniczne podziękowanie i informacja, że napisał to, aby sprawdzić, czy to nie fikcja. Oj chłopie, ty to jeszcze się doucz, jak szukać pracy.
Koniec.
Gdybym był pracodawcą, to do tej fizycznej pracy wybrałbym osobę, która -
a)Przywitała się i napisała o co chodzi
b)potem podała skrótowo(5zdań) swoje wykształcenie i doświadczeni zawodowe
c)dołączyła schludne CV, które mogłem poczytać
d)podziękowała za uwagę i podpisała się imieniem i nazwiskiem
Po prostu przyłożyła się do tego.
Niestety pracodawcą nie jestem. Więcej, pojutrze wyrejestruję się z ZUSu i będę szukał pracy. Jeśli więc potrzebujesz kogoś, kto dobrze pisze, ma niekonwencjonalne pomysły, radzi sobie z komputerem i potrzebujesz pracownika przez internet to może zerknij niżej, na moją wiadomość-
"Jestem zainteresowany tą robotą." ;)
Dziś mi się coś podobnego przydarzyło, dlatego postanowiłem napisać ten post. Na moją spamową skrzynkę pocztową przyszedł mail. Nie znam nadawcy, nie było tytułu, a w treści liczba znaków wynosiła zero. No ale był załącznik- owe CV. Dowiedziałem się z niego, że niejaki Darek, skończył technikum mechaniczne i szkołę ochroniarską. I trochę danych osobowych. Co prawda nie pojawiło się sformułowanie "chciałbym podjąć u państwa pracę" ale tego się domyśliłem. Tylko, że ja mieszkam na Podkarpaciu, a praca była w Niemczech. No i pracodawca ze mną miał niewiele wspólnego.
Miesiąc temu moja dziewczyna została wprost zasypana rożnego rodzaju aplikacjami o pracę. Nie dawała rady, więc postanowiłem jej pomóc i odpisać tym wszystkim osobom, które podobnie jak mój dzisiejszy gość, pomyliły adresy mailowe. Mimo, że w treści ogłoszenia był mail, na który należało aplikować, to 120 osób w niedzielę, od godziny 9 rano do 23 wysłało do niej prośbę o przyjęcie do pracy.
Jej obowiązkiem w takim przypadku było odpisać im, wyjaśnić nieporozumienie i skierować na stronę z ofertą pracy (obszerniejszą aby nabić kliknięć). Ponieważ tego dnia miała urwanie głowy, napisałem sobie wzór odpowiedzi i 120 razy, metodą kopiuj-wklej odpowiedziałem rożnym osobom. Przy tym przyjrzałem się temu co wypisują.
Olaboga!
Sadze, że jakieś tysiąc osób odpowiedziało na to ogłoszenie, bo to była nieźle płatna praca za granicą, bez znajomości języka niemieckiego. Z tego wiele osób zwyczajnie NIE PRZECZYTAŁO OGŁOSZENIA. Nie żartuje. W nim było napisane na jaki mail odpisywać. A Oni wysyłali na mail, z którego założono konto na portalu. Już pomijając osoby, które wysłały na wszelki wypadek wszedzie, statystyka dziwna.
A zatem - Jak NIE składać podania o pracę.
1."Jestem zainteresowany pracą. Mój numer xxx xxx xxx"
Koniec. Fajne prawda? Pracodawca ma do niego zadzwonić i się zapytać jaki ma gość wykształcenie, co potrafi, itp.
2. "Czy mogę poprosić o trochę więcej informacji? Jesteśmy z partnerem zainteresowani podjęciem pracy" i do tego CV
Fajnie że Was to interesuje, ale składanie CV dziś to wyścig. Wy się pozastanawiajcie, a inni będą już dawno pracować.
3. "Oto moje CV. Jestem zainteresowany pracą"
No wiem, że się pastwię, ale może by tak podać imię i nazwisko? Podpis pod mailem? Przeglądać CV osoby, której się nie chciało podpisać, żeby się dowiedzieć, co i jak, to przesada.
4. Rożnego typu adresy mailowe w stylu - "paker4824@cośtam", "kociaczek@cośtam"(48lat), qwerty12345@cośtam", "macho1978@cośtam", "w7df23@cośtam" - ludzie, miejcie litość. Jak to o was świadczy?
5. Rodzynkiem były dwie oferty od obcokrajowców. Ukraina i Bułgaria. Ta z Bułgarii z 10 zdań, ale Google tłumacz. Ukraińska, przeciętna, tylko, że znów nie ten mail.
6. Kolejny to przypadek z dziś. Miesiąc minął, więc daty nie przeczytał. Maila nie zatytułował i nie napisał w nim ani słowa. Dał tylko załącznik z błędami ortograficznymi. Postarałem się i mu odpisałem z 30 zdań, co i jak ma robić. W odpowiedzi lakoniczne podziękowanie i informacja, że napisał to, aby sprawdzić, czy to nie fikcja. Oj chłopie, ty to jeszcze się doucz, jak szukać pracy.
Koniec.
Gdybym był pracodawcą, to do tej fizycznej pracy wybrałbym osobę, która -
a)Przywitała się i napisała o co chodzi
b)potem podała skrótowo(5zdań) swoje wykształcenie i doświadczeni zawodowe
c)dołączyła schludne CV, które mogłem poczytać
d)podziękowała za uwagę i podpisała się imieniem i nazwiskiem
Po prostu przyłożyła się do tego.
Niestety pracodawcą nie jestem. Więcej, pojutrze wyrejestruję się z ZUSu i będę szukał pracy. Jeśli więc potrzebujesz kogoś, kto dobrze pisze, ma niekonwencjonalne pomysły, radzi sobie z komputerem i potrzebujesz pracownika przez internet to może zerknij niżej, na moją wiadomość-
"Jestem zainteresowany tą robotą." ;)
sobota, 10 listopada 2012
Bo każdy AKowiec ma coś z husarza...
Chciałem w drugim wpisie tego bloga opowiedzieć o moim dziadku Tadeuszu Polaku. Zanim umarł rodzice przynieśli mu mnie pokazać, więc można powiedzieć, że spotkaliśmy się i pożegnaliśmy. Babcia umarła dwa lata później, więc większość z tego co wiedziałem o nim, pochodziła z opowieści mamy lub wujków lub cioć. Nie było tego za dużo, a jeśli już to oczywiście wspominali dobre chwile, każdy bowiem pamięta momenty, kiedy był szczęśliwy, a o innych stara się zapomnieć. Ja nigdy szczególnie jakoś nie wypytywałem, czego dzisiaj żałuję. Ale może po kolei.
Pamiętam, jak bylem mały, jeszcze za komuny, ludzie dużo opowiadali o wojnie. Z najciekawszych historii pamiętam opowiadaną co roku o spalonej stodole. Nasza wioska, Sądkowa w 1944 znalazła się na linii frontu. U nas stali Rosjanie, a z trzech stron Niemcy. I jak to na froncie strzelali do siebie, ale też ostrzeliwali budynki, aby zniszczyć przeciwnikowi potencjalne miejsca obrony. Któregoś dnia w nasz dom(zbudowany 1936) uderzył pocisk zapalający. Trafił w okno komory, przeleciał przez to pomieszczenie, przebił drzwi, przeleciał przez sień, trafił w kolejne drzwi, wpadł do pokoju(obecnej kuchni) i wyleciał kolejnym oknem. Wiem że to nieprawdopodobne, ale jedne z tych drzwi wciąż są u nas w domu i widać miejsce, gdzie deska jest połamana i wstawiono tam inną. Ten pocisk następnie przeleciał jeszcze piętnaście metrów i trafił w stodołę, która spłonęła, a na miejscu jej dziś jest mały przydomowy ogródek.
Inną historię usłyszałem kiedyś podczas żniw w nowej stodole, stojącej na innym miejscu, wybudowanej po wojnie. Wujek Staszek, syn dziadka, podczas pracy, zmęczony w pewnym momencie otarł pot z czoła i powiedział: A wiesz, że tutaj jest zakopany karabin i amunicja?(jakoś tak) Miałem wtedy może z dziesięć lat więc nie pytałem, co, jak i dlaczego. A wujek nie chciał za dużo mówić, to przecież ciągle jeszcze była komuna. Choć nie pamiętam w sumie, co dokładnie mówił. Czy to był karabin, czy skrzynia z karabinami. Miesza mi się to już we wspomnieniach. Szwagier wujka musiał po wojnie wyjechać aż do Torunia. Jak się mówiło, należał do AK i komuniści, gdyby to odkryli wsadziliby go do mamra. Nasz rejon dla szwabów był bardzo ważny, bo wydobywali tu ropę naftową. Do dziś stoją szyby, a przecież paliwo było tym, co nie jeden raz zatrzymywało niemieckie czołgi w marszu. Nic więc dziwnego, że zapomniane obecnie Podkarpacie, wtedy było oczkiem w głowie nazistów. Więc i dla AK to był ważny ze względu na akcje sabotażowe rejon.
Któregoś dnia wybrałem się do biblioteki w Jaśle, chcą czegoś doczytać o ruchu partyzanckim w rejonie. Panie odesłały mnie do czytelni, a tam dostałem do ręki książkę "Ruch oporu w Beskidzie Niskim". Wertowałem ją sobie i nagle trafiłem na stronę ze składem dowódców Batalionów Chłopskich, które po 1943 weszły do AK. A tam jako organizator siatki był wymieniony mój dziadek. T. Polak z Sądkowej. Nazywało się to Trójkami Gminnymi Rocha. Możecie sobie wyobrazić w jakim byłem szoku. 32 lata życia bez świadomości, że miałem dziadka w AK i to w dodatku na stanowisku organizatora ruchu oporu.
Wróciłem do domu i zacząłem śledztwo. Mama najpierw nic sobie takiego nie przypominała(najmłodsze dziecko) ale potem zaczęła łączyć fakty. W domu to był temat tabu. Ktoś dziadka gdzieś po wojnie przy jakimś sporze postraszył wysłaniem na białe niedźwiedzie" i od tego czasu na ten temat nikt u nas nie mówił. Wszyscy wiedzieli, nikt nic nie mówił. Czasem tylko opowiadali historię, jak dziadek, który w czasie wojny był zastępcą wójta, spił kiedyś Niemców. Przyjechali do nas po chłopów na roboty przymusowe. Wójt uciekł, bo przecież jak wyznaczyć ludzi których się zna do takiej pracy, pozostał mój dziadek. Od słowa do słowa spił Niemców i zalanych odesłał z kwitkiem. To była jedyna wojenna historia z nim jaką znam.
Prowadziłem więc dalsze poszukiwania i dowiedziałem się kolejnej ciekawej historii. Szwagier wujka Staszka, ten, który uciekał po wojnie do Torunia, nigdy nie opowiadał o swojej przeszłości w AK. Przyjeżdżał do rodziny do naszej wioski co roku, ale o przeszłości opowiedział tylko raz. I ta historia pozwoliła mi odkryć, dlaczego tak mało wiedziałem. Po wojnie dziadek Tadeusz, wujek Staszek i jego szwagier Jan Gancarz ukrywali broń pochodzącą ze zrzutów angielskich. Nie wiem nawet czemu, czyżby liczyli na trzecią wojnę światową i odzyskanie niepodległości po kolejnej Burzy? Broń była zamurowana w piwnicy wujka Staszka, w zagłębieniach sklepienia łukowego sufitu tej piwnicy. Którejś nocy, chyba już w latach sześćdziesiątych, przed remontem tamtego domu. wydobyli ją (skrzynie?) pakunki? ) i zakopali w trzech rożnych miejscach. Jedną część na łące pod laskiem, drugą na ogrodzie wujka Staszka, a trzecią obok mojej nowej stodoły. Przypomnijcie sobie teraz opowieść o tym karabinie/skrzyni z amunicją, którą usłyszałem w dzieciństwie. Dowiedziałem się więc, co to jest gdzieś do dziś zakopane u mnie niedaleko domu.
Skąd ta broń? Ze zrzutów, jakie dla jasielskiego obwodu AK wysyłali Brytyjczycy w ramach przygotowania do Burzy. W rejonie lasów w Warzycach, Sieklówce i Bieździedki, 7km na północ od stacji kolejowej Jasło zrzucano zasobniki z bronią. Miejsce zrzutu miało kryptonim "Jaskółka". Pierwszy udany zrzut w nocy z 9 na 10 kwietnia 1944 roku. Potem ta broń ukrywano po domach, wiem też, że transportowano ją do lasów około 25 km na południe od miejsca zrzutów do magazynu partyzanckiego. Karkołomna operacja, którą trzeba było robić na furmankach pod nosem Niemców.
Jeszcze niestety dużo rzeczy nie wiem. Nie wiem czy dziadek brał udział w Burzy. Ludzie, którzy powinni wiedzieć już nie żyją. Ci, którzy jeszcze żyją nie wiedzą. Front stał w wiosce, więc ludzi wysiedlono. Ale czy był z nimi dziadek? Jeśli tak to służył w 22 Dywizji piechoty AK, 5 pułku strzelców podhalańskich(AK odtwarzało te przedwojenne struktury) w 2 batalionie placówki AK Tarnowiec Turkawka dowodzonej przez ppor. Władysława Dąbka ps Łado.Batalion dysponował 200 żołnierzami z placówek Jasło, Tarnowiec, Kołaczyce. 5 psp stoczył około 40 walk i potyczek.
Wiem jeszcze, że dziadek miał pseudonim Śmiały. I że po wojnie, jeden z jego kolegów z BCH chciał mu wyrobić jakieś partyjne papiery kombatanckie, ale dziadek odmówił.
Dlaczego taki tytuł? Bo dzisiaj bardzo popularne jest sięganie do tradycji husarii, co jest rzeczą chwalebną. Ale w naszej historii nie tylko czasy husarii są powodem do dumy. Podejrzewam, ze wiele osób, jeśliby poszperało w przeszłości, mogłoby znaleźć wiele takich historii i życiorysów. A przecież, żeby trzymać broń ze zrzutów tyle lat po wojnie, to trzeba było miec naprawdę ułańską(husarską) fantazję.
Kiedyś ją wykopię.
Pamiętam, jak bylem mały, jeszcze za komuny, ludzie dużo opowiadali o wojnie. Z najciekawszych historii pamiętam opowiadaną co roku o spalonej stodole. Nasza wioska, Sądkowa w 1944 znalazła się na linii frontu. U nas stali Rosjanie, a z trzech stron Niemcy. I jak to na froncie strzelali do siebie, ale też ostrzeliwali budynki, aby zniszczyć przeciwnikowi potencjalne miejsca obrony. Któregoś dnia w nasz dom(zbudowany 1936) uderzył pocisk zapalający. Trafił w okno komory, przeleciał przez to pomieszczenie, przebił drzwi, przeleciał przez sień, trafił w kolejne drzwi, wpadł do pokoju(obecnej kuchni) i wyleciał kolejnym oknem. Wiem że to nieprawdopodobne, ale jedne z tych drzwi wciąż są u nas w domu i widać miejsce, gdzie deska jest połamana i wstawiono tam inną. Ten pocisk następnie przeleciał jeszcze piętnaście metrów i trafił w stodołę, która spłonęła, a na miejscu jej dziś jest mały przydomowy ogródek.
Inną historię usłyszałem kiedyś podczas żniw w nowej stodole, stojącej na innym miejscu, wybudowanej po wojnie. Wujek Staszek, syn dziadka, podczas pracy, zmęczony w pewnym momencie otarł pot z czoła i powiedział: A wiesz, że tutaj jest zakopany karabin i amunicja?(jakoś tak) Miałem wtedy może z dziesięć lat więc nie pytałem, co, jak i dlaczego. A wujek nie chciał za dużo mówić, to przecież ciągle jeszcze była komuna. Choć nie pamiętam w sumie, co dokładnie mówił. Czy to był karabin, czy skrzynia z karabinami. Miesza mi się to już we wspomnieniach. Szwagier wujka musiał po wojnie wyjechać aż do Torunia. Jak się mówiło, należał do AK i komuniści, gdyby to odkryli wsadziliby go do mamra. Nasz rejon dla szwabów był bardzo ważny, bo wydobywali tu ropę naftową. Do dziś stoją szyby, a przecież paliwo było tym, co nie jeden raz zatrzymywało niemieckie czołgi w marszu. Nic więc dziwnego, że zapomniane obecnie Podkarpacie, wtedy było oczkiem w głowie nazistów. Więc i dla AK to był ważny ze względu na akcje sabotażowe rejon.
Któregoś dnia wybrałem się do biblioteki w Jaśle, chcą czegoś doczytać o ruchu partyzanckim w rejonie. Panie odesłały mnie do czytelni, a tam dostałem do ręki książkę "Ruch oporu w Beskidzie Niskim". Wertowałem ją sobie i nagle trafiłem na stronę ze składem dowódców Batalionów Chłopskich, które po 1943 weszły do AK. A tam jako organizator siatki był wymieniony mój dziadek. T. Polak z Sądkowej. Nazywało się to Trójkami Gminnymi Rocha. Możecie sobie wyobrazić w jakim byłem szoku. 32 lata życia bez świadomości, że miałem dziadka w AK i to w dodatku na stanowisku organizatora ruchu oporu.
Wróciłem do domu i zacząłem śledztwo. Mama najpierw nic sobie takiego nie przypominała(najmłodsze dziecko) ale potem zaczęła łączyć fakty. W domu to był temat tabu. Ktoś dziadka gdzieś po wojnie przy jakimś sporze postraszył wysłaniem na białe niedźwiedzie" i od tego czasu na ten temat nikt u nas nie mówił. Wszyscy wiedzieli, nikt nic nie mówił. Czasem tylko opowiadali historię, jak dziadek, który w czasie wojny był zastępcą wójta, spił kiedyś Niemców. Przyjechali do nas po chłopów na roboty przymusowe. Wójt uciekł, bo przecież jak wyznaczyć ludzi których się zna do takiej pracy, pozostał mój dziadek. Od słowa do słowa spił Niemców i zalanych odesłał z kwitkiem. To była jedyna wojenna historia z nim jaką znam.
Prowadziłem więc dalsze poszukiwania i dowiedziałem się kolejnej ciekawej historii. Szwagier wujka Staszka, ten, który uciekał po wojnie do Torunia, nigdy nie opowiadał o swojej przeszłości w AK. Przyjeżdżał do rodziny do naszej wioski co roku, ale o przeszłości opowiedział tylko raz. I ta historia pozwoliła mi odkryć, dlaczego tak mało wiedziałem. Po wojnie dziadek Tadeusz, wujek Staszek i jego szwagier Jan Gancarz ukrywali broń pochodzącą ze zrzutów angielskich. Nie wiem nawet czemu, czyżby liczyli na trzecią wojnę światową i odzyskanie niepodległości po kolejnej Burzy? Broń była zamurowana w piwnicy wujka Staszka, w zagłębieniach sklepienia łukowego sufitu tej piwnicy. Którejś nocy, chyba już w latach sześćdziesiątych, przed remontem tamtego domu. wydobyli ją (skrzynie?) pakunki? ) i zakopali w trzech rożnych miejscach. Jedną część na łące pod laskiem, drugą na ogrodzie wujka Staszka, a trzecią obok mojej nowej stodoły. Przypomnijcie sobie teraz opowieść o tym karabinie/skrzyni z amunicją, którą usłyszałem w dzieciństwie. Dowiedziałem się więc, co to jest gdzieś do dziś zakopane u mnie niedaleko domu.
Skąd ta broń? Ze zrzutów, jakie dla jasielskiego obwodu AK wysyłali Brytyjczycy w ramach przygotowania do Burzy. W rejonie lasów w Warzycach, Sieklówce i Bieździedki, 7km na północ od stacji kolejowej Jasło zrzucano zasobniki z bronią. Miejsce zrzutu miało kryptonim "Jaskółka". Pierwszy udany zrzut w nocy z 9 na 10 kwietnia 1944 roku. Potem ta broń ukrywano po domach, wiem też, że transportowano ją do lasów około 25 km na południe od miejsca zrzutów do magazynu partyzanckiego. Karkołomna operacja, którą trzeba było robić na furmankach pod nosem Niemców.
Jeszcze niestety dużo rzeczy nie wiem. Nie wiem czy dziadek brał udział w Burzy. Ludzie, którzy powinni wiedzieć już nie żyją. Ci, którzy jeszcze żyją nie wiedzą. Front stał w wiosce, więc ludzi wysiedlono. Ale czy był z nimi dziadek? Jeśli tak to służył w 22 Dywizji piechoty AK, 5 pułku strzelców podhalańskich(AK odtwarzało te przedwojenne struktury) w 2 batalionie placówki AK Tarnowiec Turkawka dowodzonej przez ppor. Władysława Dąbka ps Łado.Batalion dysponował 200 żołnierzami z placówek Jasło, Tarnowiec, Kołaczyce. 5 psp stoczył około 40 walk i potyczek.
Wiem jeszcze, że dziadek miał pseudonim Śmiały. I że po wojnie, jeden z jego kolegów z BCH chciał mu wyrobić jakieś partyjne papiery kombatanckie, ale dziadek odmówił.
Dlaczego taki tytuł? Bo dzisiaj bardzo popularne jest sięganie do tradycji husarii, co jest rzeczą chwalebną. Ale w naszej historii nie tylko czasy husarii są powodem do dumy. Podejrzewam, ze wiele osób, jeśliby poszperało w przeszłości, mogłoby znaleźć wiele takich historii i życiorysów. A przecież, żeby trzymać broń ze zrzutów tyle lat po wojnie, to trzeba było miec naprawdę ułańską(husarską) fantazję.
Kiedyś ją wykopię.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










