Gram ostatnio w World of Tanks. No może nie ostatnio bo gram w WOT już prawie rok. Różnie mi to wychodzi. Czasem jakimś czołgiem mi nie idzie, czasem idzie bardzo dobrze. Ale moim ulubionym czołgiem jest poprzednik niemieckiego Tiger I - VK 36.01H lub VK 3601H (bo dawniej trochę inaczej go oznaczano). Dlaczego to jest mój ulubiony czołg i jak nim grać?
Czołg to pancerz i armata. Standardowe bitwy z II Wojny Światowej to nie były walki manewrowe ale ostrzał prowadzony raczej na dystansach. Czołg stał nieruchomo, celował, strzelał a potem ruszał, przejechał trochę, znowu stawał, celował i strzelał i tak w kółko. Dlatego właśnie w tych czasach nie decydowano się na produkowanie małych czołgów, które były szybkie lecz z mocnym działem. Taki czołg zwyczajnie by na dystansie powyżej 100 metrów podczas ruchu prawie nie trafiał. Natomiast sam w ruchu byłby dobrym celem dla dział przeciwpancernych i przez to przeżywalność takich czołgów na polu bitwy byłaby zerowa. Jednak World Of Tanks to nie tamta wojna. Wtedy nie walczyły T34, ELC AMX, czy VK 3001h. Nikt nie wypuszczał na pola bitew wielu czołgów takich jak właśnie VK3601H, bo ich nie produkowano. Ten czołg był prototypem tylko, w tamtym czasie nieużywanym, co jednak nie przeszkadza mi nazwać go jednym z najlepszych czołgów VI tieru w WOT. Dlaczego?
Ponieważ ma pancerz przedni 100 milimetrów, a działo 88 mm z Tygrysa potrafi poharatać niejeden T34-85 czy T1Heavy. Spokojnie też można się mierzyć z KW1 czy KW-1s (które to czołgi są moim zdaniem słabszymi przeciwnikami dla VK). Hp co prawda nie rzuca na kolana, ale każdy kto grał VK wie, jak ładnie potrafią od jego przedniego pancerza rykoszetować pociski. Dziesięć, czy piętnaście rykoszetów to naprawdę nic specjalnego.
Ustawianie się tym czołgiem jest proste. Stoimy przodem do wroga odchyleni od niego nie więcej niż 10-20 stopni. Dobrze jest schować brzuszek, ale to rada dla każdego czołgu. Nie polecam walki w zwarciu. VK3601H wytrzymuje ją, ale prawdziwe pazury pokazuje z ponad 100 metrów. Od niego rykoszetują pociski, a sam VK z dobrą załogą trafia prawie zawsze, penetrując i co najważniejsze - trafiając celnie. Ja sobie do niego dokupiłem lunetę i po prostu się ustawiam nieruchomo. Przy takim oczekiwaniu, jeśli masz dobry punkt obserwacyjny to zawsze kogoś ukąsisz zanim do ciebie się zbliży. A głupsi zatrzymają się od ciebie z 200 metrów i będą strzelać. A oto nam przecież chodzi :)
Zatem do dzieła. Zabawa tym czołgiem jest naprawę przyjemna, gdy nie robisz nic głupiego. Nasz 3601 pokazuje w tej grze pazurki i gra się nim bardzo przyjemnie. Pamiętajcie tylko że bokiem się nie strzela.
Czekam teraz na polskie drzewko technologiczne. Ja to widzę tak: Renault-TKS--TP7-TP10-TP11-TP20-TP25-BUGI
środa, 10 lipca 2013
niedziela, 7 lipca 2013
Jak fotografować drzewa.
Jak fotografować drzewa? Nie wiem naturalnie :) Nie jestem fotografem, nie potrafię robić cudnych zdjęć ani tez nie mam dobrego sprzętu. Mój Olympus SP-500UZ to antyk, matryca mu się już przepala i robi coraz gorsze zdjęcia. Więc poszukiwanie poradnika, rady, opinii, odpowiedzi na pytanie czy samouczka u mnie, na moim blogu nic Wam nie da. Google pewnie od czasu do czasu tu kogoś skieruje, co dla niego będzie stratą czasu, podobnie zresztą jak przynajmniej połowa moich wyszukiwań w stylu- "Jak robić zdjęcia xxx", "Jak fotografować xxx", ale... nie ma żadnego ale. Po prostu robię zdjęci i większość mi nie wychodzi. A jak wychodzi to tak obrobię na GIMPem, że mi się podoba, innym nie. Tylko co z tego?
Można z oddali pod słońce albo od dołu bez słońca...
Można z oddali pod słońce albo od dołu bez słońca...
poniedziałek, 10 czerwca 2013
Wykop kontra Strims
Podkusiło mnie żeby sprawdzić, jak w praktyce konkurent Wykopu portal Strims, podbije mi wejścia na blog. O konkurencji dowiedziałem się przy okazji afery zbożowej, gdy ludzie krzyczeli - odchodzę na Strims.pl Postanowiłem więc wrzucić na Strims któryś z artykułów z tego bloga i zobaczy na statystyki wejść. Padło na http://heikum.blogspot.com/2013/01/7tp-9tp-i-kolejne-polskie-czogi-tej.html
Wrzuciłem to z takim samym opisem i oto efekty.
1. Artykuł na Wykopie był gdzieś w styczniu. Dostał 63 kopy, nie wszedł na główną, ale w tych dniach miałem około 600 wejść i ciągle Wykop generował pojedyncze wejścia w kolejnych dniach. Tak to wyglądało w screenach
Jak widać jest już 3 pierwsze wejścia ze Strims.pl Wykop.wygenerował 15 wejść przez miesiąc z poczekalni, z tematu, który nie wszedł na główną. To flf, to jakaś spamująca mnie stronka na którą wchodząc wrzuca mnie w porno.
2. teraz ciekawostka
Strzałka zaznaczyłem liczbę wejść do tego linka. Na poczekalni jest 1300, na blogu miałem 863, więc około pół tysiąca osób nie kliknęło w link, przeczytało opis i nie zainteresowało się tym co w nim jest. Licząc też tylko dzień w poczekalni, na 600 osób(wtedy tyle było wejść), które w tych dniach weszło na ten artykuł, co dziesiąta dawała mi kopa.
3. Efekt Strims.pl był malutki. Ani razu w godzinę nie było więcej wejść niż 10.
Tutaj jest 35 wejść ze Strims, a podrosło w trzy dni o około 50. Czasem te statystyki się gubią, co nie zmienia faktu - Strims.pl nie przejął czytelników Wykopu po aferze zbożowej. Strims.pl jest co najmniej kilkanaście razy mniej popularny. Cóż, nie pozostaje nic innego jak życzyć powodzenia. W sieci jest miejsce dla obu serwisów.Ale Wykop.pl jest ciągle popularniejszy i to dużo.
Wrzuciłem to z takim samym opisem i oto efekty.
1. Artykuł na Wykopie był gdzieś w styczniu. Dostał 63 kopy, nie wszedł na główną, ale w tych dniach miałem około 600 wejść i ciągle Wykop generował pojedyncze wejścia w kolejnych dniach. Tak to wyglądało w screenach
2. teraz ciekawostka
Strzałka zaznaczyłem liczbę wejść do tego linka. Na poczekalni jest 1300, na blogu miałem 863, więc około pół tysiąca osób nie kliknęło w link, przeczytało opis i nie zainteresowało się tym co w nim jest. Licząc też tylko dzień w poczekalni, na 600 osób(wtedy tyle było wejść), które w tych dniach weszło na ten artykuł, co dziesiąta dawała mi kopa.
3. Efekt Strims.pl był malutki. Ani razu w godzinę nie było więcej wejść niż 10.
Tutaj jest 35 wejść ze Strims, a podrosło w trzy dni o około 50. Czasem te statystyki się gubią, co nie zmienia faktu - Strims.pl nie przejął czytelników Wykopu po aferze zbożowej. Strims.pl jest co najmniej kilkanaście razy mniej popularny. Cóż, nie pozostaje nic innego jak życzyć powodzenia. W sieci jest miejsce dla obu serwisów.Ale Wykop.pl jest ciągle popularniejszy i to dużo.
środa, 29 maja 2013
Co to jest wolność.
-Człowiek, który nie jest wolny, nie jest szczęśliwy.
Od nie wiem jak długiego czasu uważam to zdanie wyżej za prawdziwe. Ale nigdy się nad nim dłużej nie zastanawiałem. Co więcej, bezrefleksyjnie przyjmowałem to twierdzenie, ale nigdy nie postawiłem pytania - Co to znaczy być wolnym?
Niedawno z jednym anonimowym dla mnie masonem, wymieniłem mail. Pytałem go o publikacje ze strony masonerii polskiej, on coś tam odpowiedział, ale ciekawe w tym było, że dwa razy powtórzył w krótkim mailu sentencje- "Czyń co chcesz czynić, niech będzie twoim prawem"- czy jakoś tak. W sumie w różnych wersjach, jest to definicja współcześnie pojmowanej wolności człowieka. "Róbta, co chceta" czy "Wolność człowieka ogranicza tylko inny człowiek", to w zasadzie inne definicje tego samego, co mi napisał i zarazem popularne stwierdzenia odnoszące się do wolności, rozumianej jako brak ograniczeń. Brakiem ograniczeń rozumiem, że np. jeśli chce wypić dziesięć piw i pije za swoje, to nikomu nic do tego, jestem wolny. Tak samo, jeśli chce się przespać z jakąś panienką i ona tez chce, to moja sprawa, bo jestem wolny. I tak dalej w tym stylu. Więc należałoby zdefiniować wolność, tak jak już to opisałem, jako brak ograniczeń i swobodę.
No ale jest pewien problem. Odwracając - Nie można nazwać nieszczęśliwym człowieka, który nie może wieczorem iść na piwo, bo akurat wypadła mu opieka nad dzieckiem. Nie wpada w rozpacz. Mówi, no trudno, pójdę następnym razem. Tak samo facet, który chciał zaliczyć panienkę na dyskotece, ale ona nie chciała, nie wpadnie w depresje, nie uzna swojego życia za koszmar z powodu jednej sytuacji. Oczywiście mówię tu o przypadku typowym. Ale chyba będę miał rację mówiąc, że pozbawianie ludzi możliwości spełnienia jakiegoś swojego pragnienia, nie sprawia, że zawsze stają się nieszczęśliwi. Czyli że wolność nie polega na spełnianiu swoich pragnień, bo jeśli którychś nie spełnimy, to wcale nas to nie unieszczęśliwi. Co więcej, ludzie mogą spokojnie zaakceptować, ze nie zrobią wszystkiego co zapragną. Nie będą podróżować w kosmos. Fruwać jak ptaki. Nie będą najlepsi w World of Tanks czy Counter Strike . Nigdy nie zagrają w FC Barcelonie czy Realu Madryt. I mimo to nie będą nieszczęśliwi, więc wolność to nie jest swoboda, definicja taka jest głupia i niepełna.
Tematem wpisu miał być kierunek wolności. Trochę źle to zatytułowałem, bo teraz chce zapytać, w jakim kierunku powinien iść człowiek, aby stać się wolnym i zarazem szczęśliwym. Bo przecież skoro "Moją wolność ogranicza tylko drugi człowiek", to aby być wolnym muszę to ograniczenie usunąć. Nie będę wolnym, bo gdy zapragnę wrzeszczeć o 2 w nocy, to człowiek, który obok mnie śpi zabierze mi tą możliwość. I rożne inne bariery postawi, wiec chcąc być wolny, muszę usunąć ograniczenia ergo usunąć ludzi z mojego życia. Nie raz czytałem, że prawdziwa wolność nie istnieje przez to, że ograniczają nas inni ludzie. Tylko że...
Nie zanegowałem tego pierwszego zdania. Zatem odpowiedzi na pytanie czym jest wolność, trzeba pokrętnie poszukać w odwrotności tego stwierdzenia. Zapytać - kiedy człowiek czuje się nieszczęśliwy zawsze. Czy jest coś, czego nie może zrobić i to go na pewno unieszczęśliwi?
Człowiek jest nieszczęśliwy, kiedy nie może zrobić czegoś dobrego innemu człowiekowi. Oczywiście że nie każdemu. Żyd nie będzie nieszczęśliwy, bo nie mógł w II Wojnie Światowej pomóc Hitlerowi i uratować go, gdy tamten popełniał samobójstwo. Arab nie zaleje się łzami, bo nie uratował od śmierci amerykańskiego Marines w Afganistanie. Żeby to zdanie było prawdziwe, to tak naprawdę musi ono brzmieć:
-Człowiek jest nieszczęśliwy, kiedy nie może zrobić czegoś dobrego człowiekowi którego kocha.
Właśnie tak. Człowiekowi, którego kocha. Jesteśmy nieszczęśliwi, gdy nie możemy pomóc ludziom których kochamy. Znaleźć im pacy, nakarmić, pocieszyć, uratować od choroby, ocalić od śmierci. Wolność więc polega na tym, że możemy kochanym przez nas ludziom nieść dobro. Pomagać. Służyć. Jeśli nie wolno nam tego robić, to jesteśmy nieszczęśliwi i zarazem pozbawieni wolności. Pora więc chyba zdefiniować pojęcie wolności.
-Wolność polega na możliwości czynienia dobra.
Tłumaczy to np. czemu ojciec, który nie pójdzie na piwo, bo musi się opiekować synem, jest szczęśliwy. Bo mimo, że pozornie ograniczono jego wolność, to on mógł zrobić dobro swojemu synowi, którego kocha. I tłumaczy to, dlaczego alkoholik-ojciec, który nie ograniczył swojej wolności, poszedł pić a zostawił rodzinę, nie jest szczęśliwy. Bo ten pierwszy jest wolny, a ten drugi nie. Bo ten pierwszy siebie ograniczył i zyskał więcej wolności. A ten drugi pozbawił się wolności, bo nie wyrzekł się swoich możliwości dla ludzi, których kocha.
Nie będę mnożył przykładów, wiele dziwnych sytuacji w życiu to tłumaczy. Powiem tylko, że nie lubię np. wschodnich filozofii, które głoszą obojętność wobec świata, aby pozwalać oczyszczać się kosmicznej karmie w innych ludziach. Oni medytując chcą osiągnąć wolność poprzez wyrwanie się z tego świata i są jak ci ludzie, których pozorna wolność jest ograniczana przez innych ludzi, więc chcą się od nich oddalić.
Definicja "Wolność polega na możliwości czynienia dobra" jest przeze mnie wzięta z książki Benedykta XVI o Jezusie Chrystusie. I tutaj jeszcze muszę odpowiedzieć na pytanie o kierunek wolności. W jakim kierunku ma iść człowiek, aby zyskać więcej wolności? Musi tak jak Chrystus starać się kochać wszystkich, czyli rozwijać się kochając więcej ludzi. I jak On robić coś dla tych ludzi, nawet jeśli ma oddawać swoją swobodę czy iść za nich na krzyż.
Od nie wiem jak długiego czasu uważam to zdanie wyżej za prawdziwe. Ale nigdy się nad nim dłużej nie zastanawiałem. Co więcej, bezrefleksyjnie przyjmowałem to twierdzenie, ale nigdy nie postawiłem pytania - Co to znaczy być wolnym?
Niedawno z jednym anonimowym dla mnie masonem, wymieniłem mail. Pytałem go o publikacje ze strony masonerii polskiej, on coś tam odpowiedział, ale ciekawe w tym było, że dwa razy powtórzył w krótkim mailu sentencje- "Czyń co chcesz czynić, niech będzie twoim prawem"- czy jakoś tak. W sumie w różnych wersjach, jest to definicja współcześnie pojmowanej wolności człowieka. "Róbta, co chceta" czy "Wolność człowieka ogranicza tylko inny człowiek", to w zasadzie inne definicje tego samego, co mi napisał i zarazem popularne stwierdzenia odnoszące się do wolności, rozumianej jako brak ograniczeń. Brakiem ograniczeń rozumiem, że np. jeśli chce wypić dziesięć piw i pije za swoje, to nikomu nic do tego, jestem wolny. Tak samo, jeśli chce się przespać z jakąś panienką i ona tez chce, to moja sprawa, bo jestem wolny. I tak dalej w tym stylu. Więc należałoby zdefiniować wolność, tak jak już to opisałem, jako brak ograniczeń i swobodę.
No ale jest pewien problem. Odwracając - Nie można nazwać nieszczęśliwym człowieka, który nie może wieczorem iść na piwo, bo akurat wypadła mu opieka nad dzieckiem. Nie wpada w rozpacz. Mówi, no trudno, pójdę następnym razem. Tak samo facet, który chciał zaliczyć panienkę na dyskotece, ale ona nie chciała, nie wpadnie w depresje, nie uzna swojego życia za koszmar z powodu jednej sytuacji. Oczywiście mówię tu o przypadku typowym. Ale chyba będę miał rację mówiąc, że pozbawianie ludzi możliwości spełnienia jakiegoś swojego pragnienia, nie sprawia, że zawsze stają się nieszczęśliwi. Czyli że wolność nie polega na spełnianiu swoich pragnień, bo jeśli którychś nie spełnimy, to wcale nas to nie unieszczęśliwi. Co więcej, ludzie mogą spokojnie zaakceptować, ze nie zrobią wszystkiego co zapragną. Nie będą podróżować w kosmos. Fruwać jak ptaki. Nie będą najlepsi w World of Tanks czy Counter Strike . Nigdy nie zagrają w FC Barcelonie czy Realu Madryt. I mimo to nie będą nieszczęśliwi, więc wolność to nie jest swoboda, definicja taka jest głupia i niepełna.
Tematem wpisu miał być kierunek wolności. Trochę źle to zatytułowałem, bo teraz chce zapytać, w jakim kierunku powinien iść człowiek, aby stać się wolnym i zarazem szczęśliwym. Bo przecież skoro "Moją wolność ogranicza tylko drugi człowiek", to aby być wolnym muszę to ograniczenie usunąć. Nie będę wolnym, bo gdy zapragnę wrzeszczeć o 2 w nocy, to człowiek, który obok mnie śpi zabierze mi tą możliwość. I rożne inne bariery postawi, wiec chcąc być wolny, muszę usunąć ograniczenia ergo usunąć ludzi z mojego życia. Nie raz czytałem, że prawdziwa wolność nie istnieje przez to, że ograniczają nas inni ludzie. Tylko że...
Nie zanegowałem tego pierwszego zdania. Zatem odpowiedzi na pytanie czym jest wolność, trzeba pokrętnie poszukać w odwrotności tego stwierdzenia. Zapytać - kiedy człowiek czuje się nieszczęśliwy zawsze. Czy jest coś, czego nie może zrobić i to go na pewno unieszczęśliwi?
Człowiek jest nieszczęśliwy, kiedy nie może zrobić czegoś dobrego innemu człowiekowi. Oczywiście że nie każdemu. Żyd nie będzie nieszczęśliwy, bo nie mógł w II Wojnie Światowej pomóc Hitlerowi i uratować go, gdy tamten popełniał samobójstwo. Arab nie zaleje się łzami, bo nie uratował od śmierci amerykańskiego Marines w Afganistanie. Żeby to zdanie było prawdziwe, to tak naprawdę musi ono brzmieć:
-Człowiek jest nieszczęśliwy, kiedy nie może zrobić czegoś dobrego człowiekowi którego kocha.
Właśnie tak. Człowiekowi, którego kocha. Jesteśmy nieszczęśliwi, gdy nie możemy pomóc ludziom których kochamy. Znaleźć im pacy, nakarmić, pocieszyć, uratować od choroby, ocalić od śmierci. Wolność więc polega na tym, że możemy kochanym przez nas ludziom nieść dobro. Pomagać. Służyć. Jeśli nie wolno nam tego robić, to jesteśmy nieszczęśliwi i zarazem pozbawieni wolności. Pora więc chyba zdefiniować pojęcie wolności.
-Wolność polega na możliwości czynienia dobra.
Tłumaczy to np. czemu ojciec, który nie pójdzie na piwo, bo musi się opiekować synem, jest szczęśliwy. Bo mimo, że pozornie ograniczono jego wolność, to on mógł zrobić dobro swojemu synowi, którego kocha. I tłumaczy to, dlaczego alkoholik-ojciec, który nie ograniczył swojej wolności, poszedł pić a zostawił rodzinę, nie jest szczęśliwy. Bo ten pierwszy jest wolny, a ten drugi nie. Bo ten pierwszy siebie ograniczył i zyskał więcej wolności. A ten drugi pozbawił się wolności, bo nie wyrzekł się swoich możliwości dla ludzi, których kocha.
Nie będę mnożył przykładów, wiele dziwnych sytuacji w życiu to tłumaczy. Powiem tylko, że nie lubię np. wschodnich filozofii, które głoszą obojętność wobec świata, aby pozwalać oczyszczać się kosmicznej karmie w innych ludziach. Oni medytując chcą osiągnąć wolność poprzez wyrwanie się z tego świata i są jak ci ludzie, których pozorna wolność jest ograniczana przez innych ludzi, więc chcą się od nich oddalić.
Definicja "Wolność polega na możliwości czynienia dobra" jest przeze mnie wzięta z książki Benedykta XVI o Jezusie Chrystusie. I tutaj jeszcze muszę odpowiedzieć na pytanie o kierunek wolności. W jakim kierunku ma iść człowiek, aby zyskać więcej wolności? Musi tak jak Chrystus starać się kochać wszystkich, czyli rozwijać się kochając więcej ludzi. I jak On robić coś dla tych ludzi, nawet jeśli ma oddawać swoją swobodę czy iść za nich na krzyż.
środa, 1 maja 2013
Uważaj jakie umowy podpisujesz
Niestety spamuje ostatnio po sieci, bo nie mam pracy. Co robić. Robota nędzna, ale przynajmniej coś tam czasami się zarobi. No chyba że trafisz na oszustów, którzy Ci nie zapłacą za linki. Za to teraz trafiłem na naciągaczy. Firma X z pewnego miasta, detektywi, ochrona, doradztwo czyli znamy się na wszystkim, a więc na niczym. Szumnie nazywający się "Grupą Doradczą X". Praca u nich niby ma polegać na dodawaniu linków. Początek zachęcający, bo odpowiedzieli autoresponderem i przesłali umowę.
I natychmiast włączył mi się alarm.
Dostałem 3 odpowiedzi z autorespondera i od razu umowę? Kto daje umowę na spam? Po co? Przecież zleceniodawcy to bardzo nie na rękę. Wygodniej kazać dodawać a potem się wyłgać od płacenia. Stwierdziłem więc, że chcą mnie oszukać. I wertuje.
Znalazłem odpowiedź w karach za niewywiązanie się z umowy. Grupa Doradcza z pewnego miasta każe sobie słono płacić za drobiazgi. Zobaczcie:
Widzicie to? 50 zeta za niedodanie ogłoszenia, bo np nie zdążysz. 5zeta za błąd w ogłoszeniu (literówka?). Ale śmieszne jest nr IV, bo wcześniej bardzo dokładnie określono jak przesyłać. W linijce takiej to a takiej, link taki to a taki. Wpisz w inną linijkę albo dodaj inaczej.
Oczywiście frajer, który podpisze taką umowę a nie spojrzy do załącznika, którego fragmenty są wyżej, będzie miał przesrane. Będzie musiał tyrać dla tych windykatoro-detektywów, a jak coś będzie nie tak to zabuli karę aż miło.Ciekawi mnie tylko, czy to jest po to, aby nic nie placić ludziom, czy po to, aby pracowali i za tą pracę jeszcze płacili firmie
Natomiast szczytem szczytów jest punkt nr 5
Każdy kto spamuje po forach czy po ogłoszeniach wie, że niestety linki znikają. Spam to taki chamski pojedynek adminów z nami, gdzie cześć linków znika. a Grupa Doradcza z pewnego miasta chce brać 500zł za taki link? (Oczywiście chamstwem to my się wykazujemy, nie admini). Na dziesięć moich dodanych wczoraj wpisów dla pewnego banku znikło po chwili dwa. Dla tych windykatorów musiałbym więc zapłacić karę 1000zł, bo przecież wysłałbym im to, a oni po dwóch tygodniach by sprawdzili i ... jestem w czarnej dupie.
Swoją drogą trzeba mieć tupet. Podpisali się z imienia i nazwiska i chcą mnie naciągnąć. Ja nie dodam ani nazwy firmy, ani ich danych ale przecież zszargają sobie opinię, gdy tylko tak kogoś naciągną. Czy to aby warto? Co pomyślą po latach ich dzieci, gdy taki wpis znajdą w sieci? Czy ci ludzie są aż tak głupi?
Jak szukasz spamera to do mnie napisz. Potrafię tak spamować, że nikt się nie kapnie. Tylko nie próbuj mnie naciągać umowami, albo mi nie zapłacić. Jeden już taki był i się gorzko przekonał, że nawet jak nie mam adresu, to potrafię mocno przestraszyć skarbówką, zusem i państwowymi chartami. Ale kto by tam oszusta żałował.
I na koniec taka prosta rada. Jak chcesz coś robić dla kogoś w sieci to po kolei sprawdzaj w goglach
-imie i nazwisko
-imie i nazwisko ze słowami opinie, oszust
-nazwę firmy
-nazwę firmy ze słowami opinie i oszust
-adres mailowy też wpisz w google
- i to samo z tymi słowami
- numer telefonu to samo co mail
- a jak masz zdjęcie jakieś to też sprawdź w wyszukiwarce obrazów google
- a nawet spróbuj całe ogłoszenie wkleić i zobacz co będzie
Ech, pracy szukam, szukam pracy. Niech mnie ktoś zatrudni do pisania artykułów.
PS ciekawe czy taka umowa z takimi karami jest zgodna z prawem.
I natychmiast włączył mi się alarm.
Dostałem 3 odpowiedzi z autorespondera i od razu umowę? Kto daje umowę na spam? Po co? Przecież zleceniodawcy to bardzo nie na rękę. Wygodniej kazać dodawać a potem się wyłgać od płacenia. Stwierdziłem więc, że chcą mnie oszukać. I wertuje.
Znalazłem odpowiedź w karach za niewywiązanie się z umowy. Grupa Doradcza z pewnego miasta każe sobie słono płacić za drobiazgi. Zobaczcie:
Widzicie to? 50 zeta za niedodanie ogłoszenia, bo np nie zdążysz. 5zeta za błąd w ogłoszeniu (literówka?). Ale śmieszne jest nr IV, bo wcześniej bardzo dokładnie określono jak przesyłać. W linijce takiej to a takiej, link taki to a taki. Wpisz w inną linijkę albo dodaj inaczej.
Oczywiście frajer, który podpisze taką umowę a nie spojrzy do załącznika, którego fragmenty są wyżej, będzie miał przesrane. Będzie musiał tyrać dla tych windykatoro-detektywów, a jak coś będzie nie tak to zabuli karę aż miło.Ciekawi mnie tylko, czy to jest po to, aby nic nie placić ludziom, czy po to, aby pracowali i za tą pracę jeszcze płacili firmie
Natomiast szczytem szczytów jest punkt nr 5
Każdy kto spamuje po forach czy po ogłoszeniach wie, że niestety linki znikają. Spam to taki chamski pojedynek adminów z nami, gdzie cześć linków znika. a Grupa Doradcza z pewnego miasta chce brać 500zł za taki link? (Oczywiście chamstwem to my się wykazujemy, nie admini). Na dziesięć moich dodanych wczoraj wpisów dla pewnego banku znikło po chwili dwa. Dla tych windykatorów musiałbym więc zapłacić karę 1000zł, bo przecież wysłałbym im to, a oni po dwóch tygodniach by sprawdzili i ... jestem w czarnej dupie.
Swoją drogą trzeba mieć tupet. Podpisali się z imienia i nazwiska i chcą mnie naciągnąć. Ja nie dodam ani nazwy firmy, ani ich danych ale przecież zszargają sobie opinię, gdy tylko tak kogoś naciągną. Czy to aby warto? Co pomyślą po latach ich dzieci, gdy taki wpis znajdą w sieci? Czy ci ludzie są aż tak głupi?
Jak szukasz spamera to do mnie napisz. Potrafię tak spamować, że nikt się nie kapnie. Tylko nie próbuj mnie naciągać umowami, albo mi nie zapłacić. Jeden już taki był i się gorzko przekonał, że nawet jak nie mam adresu, to potrafię mocno przestraszyć skarbówką, zusem i państwowymi chartami. Ale kto by tam oszusta żałował.
I na koniec taka prosta rada. Jak chcesz coś robić dla kogoś w sieci to po kolei sprawdzaj w goglach
-imie i nazwisko
-imie i nazwisko ze słowami opinie, oszust
-nazwę firmy
-nazwę firmy ze słowami opinie i oszust
-adres mailowy też wpisz w google
- i to samo z tymi słowami
- numer telefonu to samo co mail
- a jak masz zdjęcie jakieś to też sprawdź w wyszukiwarce obrazów google
- a nawet spróbuj całe ogłoszenie wkleić i zobacz co będzie
Ech, pracy szukam, szukam pracy. Niech mnie ktoś zatrudni do pisania artykułów.
PS ciekawe czy taka umowa z takimi karami jest zgodna z prawem.
poniedziałek, 4 marca 2013
Sempron 2300+
Dość śmieszna awaria mi się przytrafiła ostatnio. Przywiozłem z Holandii płytę ASROCK K7S41GX i procek Sempron 2300+ plus bebechy z tego kompa min twardy dysk. Na twardym miałem Linux z hasłem, więc chciałem podłączyć twardziela do mojego starszego kompa z płytą ALIVE NF4G-DVI. Jak postanowiłem tak zrobiłem i ... ciemność. Komp startował ale nie było obrazu. Rozpacz. Rozkręcałem go i składałem, wszystko na nic. Padł.
W międzyczasie więc zmontowałem tego Semprona 2300+ a że miałem stara obudowę, która nie pasowała do płyty mini, to zmontowałem bardzo prowizorycznie, czyli tak :)
Prowizorka total, ale co robić jak nie ma możliwości włożenia płyty do obudowy. Chcąc mieć choć namiastkę internetu musiałem tego Semprona uruchomić na płycie AS ROCK K7S41GX. Przy okazji okazało się, że mam kości pamięci po 1MB, co było dobrą wiadomością.
Awaria płyty ALIVE NF4G-DVI okazała się błaha. Wystarczyło zrobić reset BIOSa. Przy okazji okazało się, że nie wiem jak zrobić reset BIOS. Więc niże mały samouczek.
Jak zrobić reset BIOS - wyciągamy baterię z płyty na 1godzinę. Krótsze wyciąganie nie działa.
Hehe. Przez to że nie doczytałem dokładnie miałem jeden dzień bez lepszego komputera mniej. Idiota.
W międzyczasie więc zmontowałem tego Semprona 2300+ a że miałem stara obudowę, która nie pasowała do płyty mini, to zmontowałem bardzo prowizorycznie, czyli tak :)
Prowizorka total, ale co robić jak nie ma możliwości włożenia płyty do obudowy. Chcąc mieć choć namiastkę internetu musiałem tego Semprona uruchomić na płycie AS ROCK K7S41GX. Przy okazji okazało się, że mam kości pamięci po 1MB, co było dobrą wiadomością.
Awaria płyty ALIVE NF4G-DVI okazała się błaha. Wystarczyło zrobić reset BIOSa. Przy okazji okazało się, że nie wiem jak zrobić reset BIOS. Więc niże mały samouczek.
Jak zrobić reset BIOS - wyciągamy baterię z płyty na 1godzinę. Krótsze wyciąganie nie działa.
Hehe. Przez to że nie doczytałem dokładnie miałem jeden dzień bez lepszego komputera mniej. Idiota.
niedziela, 13 stycznia 2013
7TP, 9TP i kolejne polskie czołgi tej linii.
Na fali zainteresowania polska historią, jakie obserwuje ostatnio w sieci, dość często spotykałem się z artykułami na temat polskich czołgów 7TP. Był to dobry czołg, który niemieckim we wrześniu 1939 roku w niczym nie ustępował. Spokojnie mógł się mierzyć z PZ III i PZ IV, natomiast PZ I i II, jak to się brzydko mówi, mogły mu skoczyć ;) Mieliśmy tych czołgów mało i w dodatku były rozproszone, więc nie odegrały większej roli, ale jakoś miło pomyśleć, że tak dobre konstrukcje powstawały w Polsce (choć dobrze wiem, że to była konstrukcja na licencji Vickersa E)
7TP miał miał dwie wielkie zalety, niedostępne wtedy czołgom niemieckim. Peryskop obracany Gundlacha i silnik wysokoprężny. Gdyby ktoś nie wiedział, to taki peryskop pozwalał obserwować dowódcy teren w promieniu 360stopni, a silnik wysokoprężny był lepszy, bo zapalał się znacznie rzadziej niż w innych czołgach. Niemieckie czołgi miały silniki benzynowe, a nasz spalał olej napędowy. Armata czołgowa Boforsa wz. 37 przebijała pancerz każdego niemieckiego czołgu w kampanii wrześniowej, więc jako konstrukcja czołgi 7TP były naprawdę dobre. (było też trochę 7TP dwu-wieżowych z montowanymi karabinami maszynowi zamiast armaty).
Nasi konstruktorzy nie przestali na tym modelu. Znacznie mniej osób słyszało o czołgu 9TP, który tez walczył w kampanii wrześniowej. Był to czołg będący rozwinięciem 7TP. miał mocniejszy 40mm pancerz przedni i nowszy, lżejszy silnik. zmniejszenie ciężaru silnika pozwoliło na powiększenie pancerza. Z tego co się orientuje, to 11 tych czołgów wzięło udział w walkach. Właśnie ruszyła produkcja tego modelu i do maja 1940 roku miało powstać około 100 sztuk. 9TP miał też szersze gąsienice, co jest ważną rzeczą w czołgu, bo mniej się zapada w grunt i jedzie przez to szybciej. Znowu pochwale konstruktorów, myśleli nad tym co projektują i mieli dobre pomysły. Niestety 9TP miał zbyt mała prędkość, więc planowano zwiększyć moc silnika do 200KM. Taką wersje czasem oznaczano 11TP.
Wielbiciele Lodołamaczy Suworowa na pewno pamiętają jego zachwyty nad ruskim BT7. To był dobry czołg. Ciekawi mnie natomiast, kto z nich słyszał o naszym czołgu na zawieszeniu projektu Waltera Christi? 10TP powstał w jednym prototypie i tak jak BT7 miał zarówno koła jak i gąsienice. Potrafił pędzić 50k/h po drodze na gąsienicach, a po przerzuceniu na koła 75km/h. Panie Suworow, popraw pan swoje książki i napisz, że tylko Polacy i Rosjanie mieli takie czołgi. 10TP jednak był niezbyt udany, więc uwagę skierowano na czołg 14TP.
Czternastka wygląda bardzo ładnie. Dodatkowe 5 ton więcej niż dziewiątka znaczyło mocniejszy pancerz, 50mmm przód, 35mm boki. Rezygnacja z kół wyszła by mu tylko na dobre. W dodatku trzy razy mocniejszy silnik niż w 9TP pozwalałby na rozwijanie prędkości 50km/h, więc zdolności manewrowe, tak ważne w wojnie, miałby wspaniałe. Przy 9TP pochwaliłem konstruktorów za gąsienice, tutaj też im bije brawo. 14TP miał mieć już armatę kalibru 47mm. A więc w dalszym ciągu bez większych problemów przebijać pancerze czołgowy, wszystkich przeciwników na polu bitwy. Mniam, prawda?
A to jeszcze nie koniec. Konstruktorzy już projektowali czołgi kolejnej generacji 20/25TP. Co prawda taka nazwa nie istniała w fazie projektu, ale możemy się nią posługiwać. Istniało kilka wersji z silnikami 400, 500 lub 600KM. Także grubość pancerza tego nowego czołgu różniła się w zależności od wersji. Najlżejsze miały mieć "tylko" 35mm, wersja najcięższa 80mm. Ten najgrubszy sprawiłby na pewno Niemcom niejedną niemiła niespodziankę w czasie bitwy. W dodatku w czołgu 25TP planowano obok 80mm pancerza zamontować działo przeciwlotnicze 75 mm wz. 1922/1924. I teraz sobie przypomnijcie ile to razy wychwalano Niemców za zamontowanie przeciwlotniczej 88 w Tygrysach, a przecież to rok 1942, więc nasi konstruktorzy myśleli trochę wcześniej niż narodowosocjalistyczni. 25TP przypomina mi trochę T34. Podobna waga, podobny kaliber działa, nasz miał trochę słabszy silnik ale za to mocniejszy pancerz. Kto wie, czy by nie powstał w 1940 roku podobnie jak T34. Lżejszy projekt 20/25TP znowu miał mieć dwa silniki 300KM. prędkość na drodze 45km/h w terenie 25 km/h. Mniejszy pancerz to jednak była raczej wada, więc podejrzewam, że wybrano by wersje 25tonową. Z tym, że ze mnie taki ekspert od czołgów, jak z antyklerykałów historycy.
Był jeszcze projekt czołgu B.U.G.I. Nazwa pochodziła od 4 konstruktorów pracujących nad tym czołgiem. Szkice ukończono w sierpniu 1939 roku. Waga 30-32 tony, pancerz od 40 do 100mm. Prędkość 25km/h teren, 40km/h drogi. Działo 75mm lub też haubica 100m. B.U.G.I. miał mieć nietypową wieżę o kształcie jajka, która miała w ten sposób zwiększać szansę na rykoszet pocisków.
Nie tylko średnie czołgi wtedy projektowano. Zwiadowcze tankietki TKS miał zastąpić czołg 4TP. Skoro zwiadowczy, to trudno uznać za wadę lekki pancerz czy karabiny maszynowe zamiast działa. Zresztą rozważano montowanie działa 37mm w nim, więc w razie potrzeby mógłby przebijać tez pancerz lepszych czołgów. Natomiast olbrzymią zaletą 4TP byłaby jego prędkość - 55km/h. A skoro miął być wozem rozpoznawczym, to sami rozumiecie. Jedną z wersji rozwojowych 4TP był znowu PZInż 130, który miał być czołgiem pływającym. Błotniki od środka miał wypełnione masą korkową, co poprawiało zdolności pływania. Dodatkowo zaprojektowano dla niego specjalne koła i lżejsze gąsienice. Prototyp przejęli Niemcy i słuch po nim zaginał.
Na koniec napisze też o TKD i TKS-D, projektach dział samobieżnych. Pierwszy miał działo 47 mm, drugi 37mm. I chyba na tym zalety tej konstrukcji się kończyły. Słaby silnik, opancerzenie ze zwykłej blachy i inne wady sprawiły, że choć ukończone w 1938, nie weszły do produkcji. Cztery sztuki podobno broniły Warszawy i tam zostały zniszczone. Dwa inne walczyły w Beskidzie. Choć z drugiej strony te działa samobieżne miały pewna wielka zaletę, były bardzo niskie. TKS-D 154cm, TKD 124cm, więc może nie mam racji.
Jeśli kogoś to zainteresowało, to niech sobie poszpera w goglach. Znajdzie projekty tych czołgów i więcej szczegółów. Rysunki techniczne też są.
![]() |
| 7TP (źródło Wikipedia) |
Nasi konstruktorzy nie przestali na tym modelu. Znacznie mniej osób słyszało o czołgu 9TP, który tez walczył w kampanii wrześniowej. Był to czołg będący rozwinięciem 7TP. miał mocniejszy 40mm pancerz przedni i nowszy, lżejszy silnik. zmniejszenie ciężaru silnika pozwoliło na powiększenie pancerza. Z tego co się orientuje, to 11 tych czołgów wzięło udział w walkach. Właśnie ruszyła produkcja tego modelu i do maja 1940 roku miało powstać około 100 sztuk. 9TP miał też szersze gąsienice, co jest ważną rzeczą w czołgu, bo mniej się zapada w grunt i jedzie przez to szybciej. Znowu pochwale konstruktorów, myśleli nad tym co projektują i mieli dobre pomysły. Niestety 9TP miał zbyt mała prędkość, więc planowano zwiększyć moc silnika do 200KM. Taką wersje czasem oznaczano 11TP.
Wielbiciele Lodołamaczy Suworowa na pewno pamiętają jego zachwyty nad ruskim BT7. To był dobry czołg. Ciekawi mnie natomiast, kto z nich słyszał o naszym czołgu na zawieszeniu projektu Waltera Christi? 10TP powstał w jednym prototypie i tak jak BT7 miał zarówno koła jak i gąsienice. Potrafił pędzić 50k/h po drodze na gąsienicach, a po przerzuceniu na koła 75km/h. Panie Suworow, popraw pan swoje książki i napisz, że tylko Polacy i Rosjanie mieli takie czołgi. 10TP jednak był niezbyt udany, więc uwagę skierowano na czołg 14TP.
![]() |
| 10TP(Wikipedia) |
Czternastka wygląda bardzo ładnie. Dodatkowe 5 ton więcej niż dziewiątka znaczyło mocniejszy pancerz, 50mmm przód, 35mm boki. Rezygnacja z kół wyszła by mu tylko na dobre. W dodatku trzy razy mocniejszy silnik niż w 9TP pozwalałby na rozwijanie prędkości 50km/h, więc zdolności manewrowe, tak ważne w wojnie, miałby wspaniałe. Przy 9TP pochwaliłem konstruktorów za gąsienice, tutaj też im bije brawo. 14TP miał mieć już armatę kalibru 47mm. A więc w dalszym ciągu bez większych problemów przebijać pancerze czołgowy, wszystkich przeciwników na polu bitwy. Mniam, prawda?
A to jeszcze nie koniec. Konstruktorzy już projektowali czołgi kolejnej generacji 20/25TP. Co prawda taka nazwa nie istniała w fazie projektu, ale możemy się nią posługiwać. Istniało kilka wersji z silnikami 400, 500 lub 600KM. Także grubość pancerza tego nowego czołgu różniła się w zależności od wersji. Najlżejsze miały mieć "tylko" 35mm, wersja najcięższa 80mm. Ten najgrubszy sprawiłby na pewno Niemcom niejedną niemiła niespodziankę w czasie bitwy. W dodatku w czołgu 25TP planowano obok 80mm pancerza zamontować działo przeciwlotnicze 75 mm wz. 1922/1924. I teraz sobie przypomnijcie ile to razy wychwalano Niemców za zamontowanie przeciwlotniczej 88 w Tygrysach, a przecież to rok 1942, więc nasi konstruktorzy myśleli trochę wcześniej niż narodowosocjalistyczni. 25TP przypomina mi trochę T34. Podobna waga, podobny kaliber działa, nasz miał trochę słabszy silnik ale za to mocniejszy pancerz. Kto wie, czy by nie powstał w 1940 roku podobnie jak T34. Lżejszy projekt 20/25TP znowu miał mieć dwa silniki 300KM. prędkość na drodze 45km/h w terenie 25 km/h. Mniejszy pancerz to jednak była raczej wada, więc podejrzewam, że wybrano by wersje 25tonową. Z tym, że ze mnie taki ekspert od czołgów, jak z antyklerykałów historycy.
![]() |
| 20/25TP (rysunek techniczny) |
Był jeszcze projekt czołgu B.U.G.I. Nazwa pochodziła od 4 konstruktorów pracujących nad tym czołgiem. Szkice ukończono w sierpniu 1939 roku. Waga 30-32 tony, pancerz od 40 do 100mm. Prędkość 25km/h teren, 40km/h drogi. Działo 75mm lub też haubica 100m. B.U.G.I. miał mieć nietypową wieżę o kształcie jajka, która miała w ten sposób zwiększać szansę na rykoszet pocisków.
Nie tylko średnie czołgi wtedy projektowano. Zwiadowcze tankietki TKS miał zastąpić czołg 4TP. Skoro zwiadowczy, to trudno uznać za wadę lekki pancerz czy karabiny maszynowe zamiast działa. Zresztą rozważano montowanie działa 37mm w nim, więc w razie potrzeby mógłby przebijać tez pancerz lepszych czołgów. Natomiast olbrzymią zaletą 4TP byłaby jego prędkość - 55km/h. A skoro miął być wozem rozpoznawczym, to sami rozumiecie. Jedną z wersji rozwojowych 4TP był znowu PZInż 130, który miał być czołgiem pływającym. Błotniki od środka miał wypełnione masą korkową, co poprawiało zdolności pływania. Dodatkowo zaprojektowano dla niego specjalne koła i lżejsze gąsienice. Prototyp przejęli Niemcy i słuch po nim zaginał.
![]() |
| nieuzbrojony 4TP(Wikipedia) |
Jeśli kogoś to zainteresowało, to niech sobie poszpera w goglach. Znajdzie projekty tych czołgów i więcej szczegółów. Rysunki techniczne też są.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













